STARSZY usiadł w tylnym rzędzie. Sam. Może to manifest: "Jestem tu, bo mam maleńką siostrę. Mnie to już osobiście nie kręci." Może nie chciał zasłaniać najnajom. Może tam się czuł bezpiecznie i na miejscu. Na pewno, nie chciał o tym gadać. Siedzi, czasem spojrzy, gdy ja spojrzę... Siedzi wyprostowany (sztywny?), uśmiecha się z rzadka. A jeszcze niedawno pierwszy pchał mi sie na kolana, łokieć wbijał pod żebra, gdy się na scenie straszno robiło, albo za głośno, dłoni z mojej dłoni nie wysuwał ani na minutę.
A jeszcze niedawno nie było KROPKI. Teraz siedzi na moich kolanach, obok NAJMŁODSZA, która nawet ze swego ŻelkoPseudo już wyrosła.
To nie pierwsza KROPKI wizyta w teatrze, nie pierwszy najnajowy spektakl, ale do tej pory była traktowana jako dodatek nie-mam-z-kim-zostawić-w-domu. Tym razem siedzi w pierwszym rzędzie, ma swój bilet. To ona dzisiaj zabrała nas ze sobą na spektakl.