Pokazywanie postów oznaczonych etykietą TEATR. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą TEATR. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 24 lutego 2015

A NIECH TO... SZCZĘŚCIE!

Tego dnia mieliśmy idealnie wszystko niezaplanowane. I mieliśmy szczęście! I koniecznie muszę przedstawić skład osobowy, bo niezwykły. Sezon urlopowy i grypowy był przyczyną zmian.
NAJMŁODSZA (lat prawie 6; nie wyjechała, chwilowo nie chorowała)
SĄSIAD-PRZYJACIEL (lat 7 i pół; nie wyjechał z MŁODSZYM, nie chorował, miała chwilę wolną i spędzał ją z nami)

Godzina 10.40
- Czy jeszcze są bilety? Na dziś, na gęś.
- Proszę przyjść przed spektaklem, może się coś z rezerwacji zwolni.
- Uda się ciociu! Uda się! Ja wczoraj znalazłem dwadzieścia złotych, a myślałem, że to dziesięć, a mama myślała, że nie zgubiła! Jestem szczęściarzem!
- Ja też mamo. Ja też!
- A ja wierzę! Jesteśmy szczęściarze!

Godzina 11.45
- Niestety... Chyba nic się nie da zrobić... Proszę jeszcze chwilę poczekać, ale... 
Czekamy my i jeszcze siedmioro szczęściarzy (a w każdym razie wierzą).

I tutaj od razu wtrącamy, bo przypisów nikt nie czyta, do końca tekstu nie wielu dociera: 
Nie polecamy ani my, ani Teatr Animacji, zawierzania jedynie własnemu szczęściu. 
Polecamy REZERWACJĘ BILETÓW!

Godzina 11.58
- Jesteśmy szczęściarze!!! Jesteśmy szcęściarze!!!

zdj. Bartłomiej Jan Sowa

A NIECH TO GĘŚ KOPNIE
reż. Marta Guśniowska
(Teatr Animacji w Poznaniu)

WIEK: M 

- I gęś była ze straconym sensem. To znaczy, że nie miała na nic ochoty. Chciała ze sobą skończyć. Ale nawet do tego zupełnie nie miała sensu! I był jeszcze lis, wilk, kury. One to były tylko na początku i potem już miały wolne. Nie do końca miały wolne, bo musiały potem być na oglądaniu. Oglądaliśmy je z bliska i można było pomachać marchewką.
- I jeszcze niedźwiedź i..., i ten z wiosłem na szachownicy.- dopowiada SĄSIAD-PRZYJACIEL.
- Wydr. 
- Wydr? A skąd wiesz?
- Gdzieś czytałam...
- I mrówki! Mrówki były fajne! A wiesz ciociu, że mrówki naprawdę są takie silne! Mogą podnieść tyle..., że chyba tyle kilogramów, ile ważą!
- A marchewka miała bardzo mało do grania. I aktorzy byli, ale nie chcieli żeby ich było widać. Trochę im nie wyszło. Wystawały im trochę ręce i kapelusze. Musieli przecież mówić i ruszać zwierzątkami! Taką mają pracę.- NAJMŁODSZA próbuje występować w roli eksperta. 
- NAJMŁODSZA, ale spróbuj sobie przypomnieć, czy patrzyłaś podczas spektaklu na aktorów czy na lalki?
- Lalek to ja tam nie widziałam.
- Na zwierzątka. Zwierzątka były lalkami. Teatralnymi lalkami.
NAJMŁODSZA nie wychodzi z roli, patrzy na mnie tak jak tylko ona potrafi patrzeć, gdy WIE:
- Lepiej chyba, żeby na nie mówić teatralne zwierzątka.
- No dobrze, ale... Pamiętasz jeszcze pytanie?
- Jakie?
- Na kogo patrzyłaś podczas spektaklu? Na gęś czy na aktorkę, która gęsią mówiła i ruszała?
- Chyba na gęś... Chyba... Ale był taki jeden aktor, który nie miał zwierzątka i na niego patrzyłam, chyba że go nie było to nie patrzyłam, bo ja...
- ... ja tak już mam, że jak patrzę to widzę.
- Co????
- Niiiiiic...
- A najlepszy to był nietoperz! 

(I tutaj reżyserka, o ile czyta, ale chyba nie czyta, ale gdyby czytała... I tutaj reżyserka kartkuje scenariusz, co to go sama wcześniej napisała. I blednie. Nietoperz???!!!)
A właśnie, że nietoperz. Najbardziej teatralne zwierzątko, bo przecież nie lalka!

- A jak wróci MŁODSZY to pójdziemy jeszcze raz na GĘŚ! Dobra?! Pójdziemy!- NAJMŁODSZA zgrabnie przeskoczyła z pytajników na wykrzykniki, bo ona przecież WIE.
- I znowu będziemy mieć szczęście!!!
- A może po prostu... bilety!

zdj. Bartłomiej Jan Sowa 

zdj. Bartłomiej Jan Sowa

zdj. Bartłomiej Jan Sowa



A słów kilka mogę dodać? Jest tu ktoś jeszcze?

Marta Guśniowska napisał świetną sztukę, inteligentną, dowcipną i po prostu ciekawą. Potem sama ją po mistrzowsku wyreżyserowała. To że aktorzy Teatru Animacji to wspaniali lalkarze, wiedziałam od dawna! Dobrze się bawiłam, śmiałam się, choć nikt nie próbował do mnie, dorosłego, puszczać oka, umilać mi czasu podczas spektaklu dla dzieci rubasznym rechotem. Dobrze opowiedziana historia, zabawa słowem, konwencją, postacie, których nie sposób nie lubić i przede wszystkim nie sposób w nie nie wierzyć.

-Ale wiesz mamo, że zwierzaki nie gadają i nie chodzą w płaszczach i kapeluszach?!
Prosił go ktoś, tu miało być już tylko... Ech... STARSZY, przemądrzalec, wściubinos, przez-ramię-zerkacz.
- Ale tu chodzi o prawdę wnętrza, że takie są prawdziwe w środku...
- Tego faktycznie już chyba nikt nie doczyta.
- Tak myślisz...
- Mhmmmm...

To ja jeszcze szybciutko: 
Muzyka, co grała nie tylko tło. Muzyka, co nie była łatwo-wpadającą-w-ucho-piosenką-klepanką-na-cztery. 
Lalki niewielkie, ubrane, że mrówka, przepraszam, mucha nie siada. Niewielkie, może właśnie po to by przykuć wzrok, by wzrokiem po całej scenie nie gonić. 
Lubię taki teatr. I wilka lubię baaaaardzo. I zajęczycę matkę raz-dwa, raz-dwa, raz-dwa i jeszcze trzy... Ech...

- A jak ja mówię, że wszystko mi się podobało to fukasz, że to nie odpowiedź... A byłoby krócej, wyszłoby na to samo... I może by doczytali...?

poniedziałek, 16 lutego 2015

MIĘDZY CHMURAMI I SŁOWAMI

Od paru dni wpatrujemy się w niebo... Jest luty, zima (podobno), ta śnieżna była u nas przez dwa dni, ale "może jeszcze zawróci z dalekiej północy" (NAJMŁODSZA, lat prawie 6).   Jest luty i jeśli na niebie pojawią się ciemne chmury to może z nich spaść śnieg, albo deszcz, a ten deszcz może zamarznąć na jezdni... 
A nas czeka daleka podróż. Może nie taka daleka? Byłaby daleka gdybyśmy chcieli iść pieszo albo jechać na hulajnodze.  Ale na podróż samolotem to zdecydowanie za blisko. Rakietą kosmiczną też nie warto się ruszać, bo rakieta to najwięcej paliwa potrzebuje na start, a po starcie to już by trzeba lądować... 
My jedziemy samochodem.  Patrzymy więc w górę, bo tam widać, co nas czeka tu na dole. "Możnaby spojrzeć nocą w gwiazdy... Tam wszystko widać i można przeczytać, a ci co czytają z gwiazd, to wiedzą nawet, co się wydarzy za dwa dni!!! I mają wtedy dwa dni wolnego! Siedzą i czekają, czy się sprawdzi!" (MŁODSZY, lat 7)



czwartek, 22 stycznia 2015

SOKOLOKO BŹDZIĄG GIGĄG

- Usiądę tym razem z przodu, bo muszę się trochę zająć KROPKĄ. Normalnie usiadłbym z tyłu, żeby maluchom nie zasłaniać... Dzisiaj. Tak wyjątkowo. 
MŁODSZY czuje się trochę jak intruz, trochę jak za duży i nie wypada. A ja wręcz przeciwnie! Dumnie, z KROPKĄ na rękach/za rękę wchodzę na spektakl dla najnajnów. Dobrze jest mieć KROPKĘ! Doskonałe alibi, dobry pretekst by usiąść w pierwszym rzędzie, wiercić się niecierpliwie przed rozpoczęciem, bawić jak dziecko w trakcie, pozostać ciut dzieckiem po.
Teatr Animacji w Poznaniu odmłodniał, wszak marchewka zdrowa i dobrze robi na cerę, i wypuścił młode liście, natkę zieloną. Spektaklem SOKO LOKO zainaugurowano działalność sceny najnajowej!

fot. Wojtek Wójcik (www.wojtekwojcik.com)

środa, 10 grudnia 2014

JAK CI SIĘ PODOBAŁO, KROPKA?

STARSZY usiadł w tylnym rzędzie. Sam. Może to manifest: "Jestem tu, bo mam maleńką siostrę. Mnie to już osobiście nie kręci." Może nie chciał zasłaniać najnajom. Może tam się czuł bezpiecznie i na miejscu. Na pewno, nie chciał o tym gadać. Siedzi, czasem spojrzy, gdy ja spojrzę... Siedzi wyprostowany (sztywny?), uśmiecha się z rzadka. A jeszcze niedawno pierwszy pchał mi sie na kolana, łokieć wbijał pod żebra, gdy się na scenie straszno robiło, albo za głośno, dłoni z mojej dłoni nie wysuwał ani na minutę. 
A jeszcze niedawno nie było KROPKI. Teraz siedzi na moich kolanach, obok NAJMŁODSZA, która nawet ze swego ŻelkoPseudo już wyrosła.

To nie pierwsza KROPKI wizyta w teatrze, nie pierwszy najnajowy spektakl, ale do tej pory była traktowana jako dodatek nie-mam-z-kim-zostawić-w-domu. Tym razem siedzi w pierwszym rzędzie, ma swój bilet. To ona dzisiaj zabrała nas ze sobą na spektakl. 

wtorek, 2 lipca 2013

KAŻDEGO DNIA WYPRAWA NA INNĄ PLANETĘ (SZTUKA SZUKA MALUCHA)

BYWAMY: "SZTUKA SZUKA MALUCHA"

- A jutro też pójdziemy?
- A chcecie?
- Taaaaak! Znowu będziemy za duzi, znowu dostaniemy naklejki i może znowu nam kupisz książki i jabłka. 
- I zapomniałeś o najważniejszym...
- ???
- O spektaklu zapomniałeś. Przecież po to tam idziemy przede wszystkim.
- Ale to jest niespodzianka! A ja mówię o wszystkich spodziankach!

MŁODSZY ma rację. Każdy spektakl to niespodzianka. Każdy inny. Każdy z innego krańcach teatralnego wszechświata. Śledzenie całego projektu jest jak podróż. 
Każdego dnia wchodzimy do tej samej kosmicznej kapsuły: nalepki i pluszowe koniki na biegunach, kosmiczne ludki w zielonych spódniczkach, regały pełne przewodników po świecie baśni, wysoka lada, a na niej misa z jabłkami, znajomi i nieznajomi i dwuskrzydłowe drzwi! Każdego dnia kosmiczna kapsuła zabiera nas na nową, nieznaną planetę... I co tam, że jesteśmy już trochę za duzi.

A gdzie byliśmy i co zobaczyliśmy... 

wtorek, 18 czerwca 2013

KAŻDY SIĘ NA "NUSIACH" ZNA

BYWAMY: "NUSIA I WILKI" 

- Ale ja będę siedzieć obok Ciebie, bo się będę bała wilków.
NAJMŁODSZA chwyta mnie za rękę. MŁODSZY łapie za drugą:
- A ja z drugiej strony. Ja się wilków nie boję, ale nigdy nic nie wiadomo. Może niektórych wilków się boję...

Fot. Opolski Teatr Lalki i Aktora
"NUSIA I WILKI"
(Opolski Teatr Lalki i Aktora)
reżyseria: Robert Jarosz
scenografia: Marika Wojciechowska
muzyka: Wojciech Morawski



- A to na pewno będzie o Nusi? Może się pomyliłaś, mamo?
Wchodzimy na widownię. Na gitarze brzdąka rogacz w białych kaloszach. (Rogacz będzie tak brzdąkał i czarował dźwięki na żywo przez cały spektakl!) Na scenie stoi domek, a za nim pagórek z kraterami, ściany z krat.
- To trochę wygląda jak dziwna planeta...
- Tylko Małego Księcia brak.- STARSZY w dziwnej scenografii rozpoznaje planetę Małego Księcia.
- Ale jest łoś z gitarą. Mamo, czy to jest łoś "brat łoś"?- MŁODSZY szuka elementów "nusiowego" świata.
- To jest raczej jeleń.- I znów STARSZY, który niby taki duży i oczytany, i łosie od jelenia odróżnia, ale dziś nie mógł się doczekać spektaklu. 
- Jelenia nie było w "nusiach". Ty się w ogóle na "nusiach" nie znasz i musisz mnie słuchać, bo wiem lepiej.

czwartek, 13 czerwca 2013

A W CYRKU KRYZYS I KRZYCZĄ...

BYWAMY: "WĄŻ" (Wrocławski Teatr Lalek) 

Co jakiś czas muszę się tłumaczyć, dlaczego chodzimy tu, chodzimy tam, a do cyrku nie chcę ich zabrać. Co jakiś czas w szatni w przedszkolu znajdujemy bilety do cyrku: dzieci za darmo, pierwszy opiekun za darmo, aż strach pomyśleć, za ile wata cukrowa (cudów nie ma, bilansować się musi).

- Ale tam będzie klaun, i lwy, i linoskoczek, i orkiestra będzie, i słonie na piłkach...
W teorii jesteśmy całkiem oblatani, przeczytaliśmy sporo o cyrku (Pippi była w cyrku, doktor Doolitle cyrk prowadził, ostatnio na blogu wspominaliśmy o książce CYRK), obejrzeliśmy "Dumbo". W cyrku jest głośno, kolorowo, błyszczą światła i stroje akrobatów. W cyrku jest wesoło, straszno i "nie do wiary!".
I by te wyobrażenia nie prysły jak bańka mydlana pojedziemy kiedyś do Monte Carlo, a od odwiedzających nasze miasto cyrkopodobnych namiotów trzymamy się z daleka. 
Los bywa jednak okrutny i przewrotny...
Oto któregoś dnia... Mieliśmy iść do teatru, a trafiliśmy do cyrku.

czwartek, 6 czerwca 2013

ZABAWA NIE NA "MARNEWTRAWSTWO"!

BYWAMY: "TEATRALNY PLAC ZABAW JANA DORMANA" 

Ąse ma dąse flore, o ma de, o ma de, o ma de, o ma deo deo riki tiki, deo deo riki tiki, one, two, three!
Tym razem wypadło na STARSZEGO. Został trafiony "ąse ma dąse" (one, two, three dziś dąsa strzelasz Ty!): zamknął się w pokoju, wcześniej wydając oświadczenie z wysokości progu pokoju swego, że jesteśmy głupi, że on z nami gadać nie będzie, że zaraz trzaśnie drzwiami, zwinie się w kłębek i do odwołania: NIE PODCHODŹ!

- STARSZY, a może jednak pojedziesz z nami?
- Nieeeeeee... Wrrrrrrrrrrr...

Ąse ma dąse flore, jedziemy tylko we troje!

- A co zrobimy z biletem STARSZEGO?
- Wycinankę, albo podrę go sobie sama, na odrrrrrreagowanie. Wrrrrrr....
- A może kogoś zabierzemy ze sobą?
- Kogo?
- Będę machał wiatraczkiem przez okno i może ktoś się domyśli, że chcemy go zaprosić do teatru.
- Machaj.

Admirał! Czas! Wojna! 

- NAJMŁODSZA, daj swój wiatraczek.
- Nie, masz swój.
- Ale ja nie chcę, by mój się zniszczył, Twoim będę machał.
- Mamoooooo, on mi chce zniszczyć wiatraczek machaniem!
- A przez Ciebie się bilet zmarnuje, bo nie chcesz dać wiatraczka! Mama go podrze, a to będzie "marnewtrawstwo"! Ktoś sobie przez Ciebie nie poogląda!!!
- Mamoooooooooooo!!! Ja nie chcę wiatraczka w marną trawę!!! Ale za okno też nie chcę!!!

Nikt nie machał, bilet na "marnewtrawstwo", wiatraczki zostały w samochodzie, co by w marną trawę nie wpadły.

fot. Dominika Pałęcka/Zakład Kreatywny
"TETRALNY PLAC ZABAW JANA DORMANA"
reż. Justyna Sobczyk
(Instytut Teatralny im. Zbigniewa Raszewskiego) 


środa, 5 czerwca 2013

"BABY SPACE" (nasze SPA)

BYWAMY: "BABY SPACE"

- Ale ja przecież jestem najmłodsza, nie mogę być za duża... A może mogę... Pamiętasz sukienkę "latową", w której mi pupę widać i te spodnie za małe, które schowałaś dla KROPKI... Jestem czasem na coś czasami za duża...
NAJMŁODSZA jest czasem na coś czasami za duża... Coraz częściej, z dnia na dzień częściej...., ale żeby aż TAK?!

Zdj. Stary Browar Nowy Taniec

"BABY SPACE"

koncepcja, scenografia, choreografia: Dalija Aćin Thelander
asystent scenografa, wykonanie scenografii: Agnieszka Gierach
poezja: Malina Prześluga
muzyka: Wojciech Morawski
wideo: Kacper Lipiński
tancerze: Marta Romaszkan, Kacper Lipiński / Monika Kiwak, Dusko Stamenic
produkcja: Art Stations Foundation by Grażyna Kulczyk
koordynacja: Alicja Morawska-Rubczak, Sandra Lewandowska
premiera: 1 czerwca 2013, Stary Browar , Słodownia +2


niedziela, 26 maja 2013

NIE MA... NIE MA... JEST (Bajowe Najnaje i ŻelkoNajnaje)

BYWAMY: "NIE MA... NIE MA... JEST"

NIE MA... 
- Szukaj mnie... - Stoi pod ścianą z twarzą ukrytą w dłoniach. 
Chodzę po mieszkaniu, udaję, że szukam:
- Gdzie jest mój synek? Gdzie on się mógł schować? Pod stołem?... Nie ma. Za drzwiami. Na pewno za drzwiami!... Ojej... Tu też go nie ma... STARSZY! Gdzie jesteś?
Chichocze w te swoje małe rączki, cały aż się trzęsie, dopóki go nie znajdę, nie podrzucę do góry, nie przytulę...
- Teraz Ty się chowasz, ja szukam.- zarządza.
Wchodzę pod stół, do wanny, za szafkę. A on szuka... 
Któregoś dnia...
- Gdzie jest mama? Gdzie ona się mogła schować? Pod stołem?... Nie ma. Za drzwiami. Na pewno za drzwiami!... Ojej... Tu też jej nie ma... Mamo! Gdzie jesteś?
I wiem, że udaje, że potknął się o mnie już trzy razy, pięć razy wzrokiem zahaczył, i nic nie pomogło, że twarz w dłoniach schowałam...


poniedziałek, 20 maja 2013

"OPOWIEŚĆ O DZIECKU I PINGWINIE" TEATRO TELAIO (WŁOCHY)

BYWAMY: "OPOWIEŚĆ O DZIECKU I PINGWINIE"




"Opowieść o dziecku i pingwinie"
(Storia di un Bambino e di un Pinguino)
Teatro Telaio (Włochy)


- To będzie prosty spektakl.- MŁODSZY po prostu wie.
- Tak?
- Tak. Prosto się nazywa. Wszystko wiadomo. Będzie dziecko, będzie pingwin...
- I co dalej?
- Będzie trochę jak u pana Poppera i trochę jak u pingwina, który się zgubił i chciał do domu... A może jak Pik Pok i z tej książki biegunowej, z przedszkola... Jak to było? "Zaczarowana zagroda"!


piątek, 17 maja 2013

PES (PRI)TULAK, TEATR PIKI PEZINOK (SŁOWACJA)

BYWAMY: "PES (PRI)TULAK"


PES (PRI)TULAK
TEATR PIKI PEZINOK 
SŁOWACJA
Katarina Aulisová
Lubomír Piktor


Festiwal KON-TEKSTY 2013


Panie i Panowie! Dorośli i Dzieci! Już za chwil parę zaczynamy przedstawienie! Będzie i do śmiechu, i do łez! Historia niezwykła! Chodźcie tu do nas! Zapraszamy! Bilet kosztuje tylko dwa soldy! 

Tak, mniej więcej, zaczyna się jedno ze słuchowisk, które ŻelkoŻercy uwielbiają. Nawoływania aktorskiej trupy mieszają się z jarmarcznym zgiełkiem. Jest pewnie drewniany podest, zbity na prędce, kurtyna, pięć marionetki na sznurkach, dwóch lalkarzy, grajek. 

czwartek, 25 kwietnia 2013

Wbiegliśmy do... MALOWANEGO OGRODU

BYWAMY: "MALOWANY OGRÓD"


Wbiegliśmy...
 I tak ja biegać uwielbiam, tak wbiegać nie bardzo. I tak ja wbiegać nie lubię, tak ostatnio wbiegam, ciągle gdzieś wbiegam- do sklepu po mleko i pęczek rzodkiewek, do przedszkola, na zebranie, do lekarza po receptę. Wbiegam, nie wpadam, bo trzeba mieć klasę, trzeba trzymać pion, równowagę, chociaż tyle...

Wbiegliśmy...
W sobotę wbiegliśmy do samochodu, do szkoły wbiegliśmy (w sobotę! o zgrozo!) i wybiegliśmy, trochę już z przyzwyczajenia, a tu nagle przed szkołą na chodniku leży godzinka. Ja bym jej pewnie nie zobaczyła. Potknęłabym się może, wbiegła do samochodu, by po chwili wbiec do sklepu, ale NAJMŁODSZA godzinkę znalazła, podniosła:
- Co będziemy teraz robić?
STARSZY miał w szkole próbę, my mieliśmy godzinkę, z którą trzeba było coś zrobić.
- Może zakupy? 
- Nieeeeeee! Chcemy coś nie nudnego!- NAJMŁODSZA, szczęśliwy znalazca godzinki, stawiała warunki.
- No to może... Mam pomysł! Szybko, do samochodu!


wtorek, 15 stycznia 2013

ŚCIANA.BANANA (LALE.Teatr)

BYWAMY: "ŚCIANA.BANANA"

- Gdzie jedziemy? Daleko jeszcze? A ile już jedziemy? 
I tak co kilka minut. Z uporem, na nosorożca, jakby jeszcze ani razu nie padła odpowiedź: "Do Łodzi. Daleko. 10 minut...Do Łodzi. Coraz bliżej. 21 minut."

Sypie śnieg. Chwilami sama nie jestem pewna, gdzie jedziemy. Biało, biało, biało. Wszędzie biało. Co za różnica, w które "biało" pojedziemy i do którego "biało" dojedziemy...

Wczoraj wybuchła w domu awantura:
- Super. Oczywiście. Teraz to bez sensu! Na dwie godziny do Jaśka- bez sensu, ale jutro na drugi koniec Polski na pół godziny to niby nie jest bez sensu??!!
- Nie na drugi koniec Polski, tylko do Łodzi i pewnie będziemy jechać krócej niż dzisiaj do Jaśka przez zakorkowany Poznań.
- Tak się tylko mówi: "na drugi koniec Polski", ale Ty to przecież dobrze wiesz, bo dla Ciebie Jaś mieszka na drugim końcu Poznania, prawda?! Jestem złyyyyyyyyy!!!
Łubudu po schodach. Trzask drzwi. Tam za drzwiami mieszkają teraz dzikie stwory. Wyją. Ryczą. Skaczą. 


piątek, 26 października 2012

BYWAMY: "BLEEE..." Teatr "Maska" Rzeszów


- A jutro popołudniu idziemy na spektakl.
- A gdzie?- pada koronne pytanie MŁODSZEGO.
MŁODSZY, nie wiedzieć dlaczego, koniecznie musi wiedzieć "gdzie". I trzeba było podejść do tematu poważnie, obejrzeć z dwóch stron bilety, wygulgotać (NAJMŁODSZA woli gulgotać w guglach niż goglić w goglach), a nie rozpowszechniać niesprawdzone i, co najgorsze, nieprawdziwe informacje:
- Tam gdzie ostatnio.

-A jaki spektakl?
- Nazywa się "Bleee..."
- Bleee?!- Za piękne by było prawdziwe?
- Bleee!- A jednak!

Następnego dnia rano miałam wrażenie, że sam spektakl może nie przebić tytułu.
- Idziemy na BLEEE!- śmiech.
- A fuuuuj!- rechot.
- Nie na fuuuuj, tylko na BLEEE!- chichot.
- To paskudnie, że na BLEEE, a nie na fuuuuj!- Leżą na podłodze i kwiczą.
- Zrobiłam kupę, BLEEE!- wybuch śmiechu.
- Na sedesie o teatrze?! BLEEE!- Ryczą i trzymają się za brzuchy.

- A pamiętasz jak zabiłaś muchę?
- Tak.- NAJMŁODSZA uderza dłonią w stół i krzyczy:- BLEEE!
- To było dobre! Ciekawe, czy w "BLEEE..." bedą muchy?!- Ciepło, ciepło, gorrrrrąco!
Wy pewnie nie kojarzycie tej historii. Półtoraroczna NAJMŁODSZA zabiła na wakacjach muchę.Mucha przechadzała się po stole, gdy nagle spadła na nią niewielka, pulchna ręka sprawiedliwości, a dokładniej, o czym mucha mogła nie wiedzieć, ręka obrzydzenia. 
- BLEEE!- powiedziała NAJMŁODSZA, łupnęła w stół celem odgonienia muchy.  BLEEE!- powiedziała NAJMŁODSZA na widok muszej mazi rozplaśniętej na dłoni.
Ta historia wspominana jest dość często przez braci, z mieszaniną rozbawienia i podziwu dla wojowniczej siostrzyczki.

BYWAMY: "BLEEE..." 

- Chooooooooo...inka! Wsiadać! Jedziemy dalej! Szybko!
- Nie ma BLEEE?!
- Jest, ale nie tu, do choooooo...inni!!!!
- Pędzimy na BLEEE!!!!- drze się tylny rząd, a ja... (Pozdrawiam poznańską drogówkę, która pilnowała porządku w innej części miasta.)

Fot. Ryszard Kocaj



"Bleee..."
Teatr Maska w Rzeszowie
autor: Malina Prześluga
reżyseria: Laura Słabińska (ATB)
scenografia: Marika Wojciechowska
muzyka: Piotr Nazaruk
choreografia: Marta Bury
opieka artystyczna: Jacek Malinowski


obejrzany w ramach Biennalowej Sceny Prezentacji




Pędzimy, przepraszamy, skradamy się, siadamy.
("Ja nie mam miejsca.", "Mam wolne kolano", "Nie wierzę. Czy ktoś ją widział?!", "Ja chcę sam", "Ma głowę z kapusty", "Mamo, mucha będzie?", "Na pętlę!", "Powieszą motyla? To na pewni dla dzieci?!")


środa, 24 października 2012

BYWAMY: Fg = G[(m1 m2)/r2] / Taniec a fizyka

BYWAMY: Fg = G[(m1 m2)/r2] / TANIEC A FIZYKA

- Wolałbym nie iść... Nie boisz się, że przez ten taniec mogę się zrazić do fizyki? 
- Ja nie lubię fizyki, Ty nie lubisz tańca. Tworzymy idealną parę! 
- A nie mogłabyś iść tylko z maluchami? Ja sobie zostanę w domu. Obiecuję Ci, że potańczę przez chwilę i nawet rolet nie zasunę to pewnie mnie jakiś sąsiad zobaczy i wyjdzie na to samo... 
- ???
- Wygłupię się. Będę pląsać i będę widziany.
- Prooooooszę Cię. Gdyby coś, zawsze może Cię zacząć boleć brzuch, noga, ręka, piegi na nosie.
- Ależ Ty litościwa! Myślałem, że tylko utrata przytomności i otwarte złamanie się liczą.
- Ale ja teraz mówię o warsztatach, a nie o szkole.