Pokazywanie postów oznaczonych etykietą WIEK: M. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą WIEK: M. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 8 marca 2016

TO MOŻE PERŁA POWIE, JAK SIĘ NIĄ PODZIELIĆ


- A jak już prawie rozumiałem, to albo nagle przestawałem, albo zaczynało mi się nudzić.
MŁODSZY przez cały spektakl na zmianę wybijał rytmy wraz z poławiaczkami pereł, zastygał z otwartymi szeroko oczami (i ustami) lub wił się z nudów na siedzeniu.
NAJMŁODSZA siedziała kilka rzędów przed nami, z koleżanką, i może stąd zupełnie inna perspektywa:
- A co tu było do rozumienia? Mi najbardziej podobał się wilk i perła, a bałam się drwala z kratkowaną maską i czasem muzyki. Czy oni mają zapasowe ucho zamiast tego podartego? Czy pamiętasz jeszcze, że bardzo chciało mi się jeść


"LUSTRZANA CHMURA" , nowa propozycja Teatru Animacji, zaskakuje od początku. 
- Bębny na nogach! O czym to będzie? Chmura z luster, taka w której można się przejrzeć? I bębny będą deszczem, burzą (jak mocniej walną)?
- Nie wiem. Tak samo jak Ty, na razie mogę się tylko domyślać.

Stają przed nami poławiaczki pereł, w pięknych białych kostiumach. Ich rolą będzie pilnowanie opowieści, nadawanie jej kierunku, rytmu, obserwacja natury, uważne przypatrywanie się niebu i wyławianie z dna morza pereł, kropel z lustrzanej chmury.
Rytm, powtórzenia mają wprowadzić widza w obcy mu świat japońskiej kultury. Papier, biel, czerń, japońska mitologia, związek człowieka z naturą.

- Kiedy się zacznie naprawdę? 
Próbuję nie zerwać kontaktu ze sceną. Bardzo chciałabym dać się porwać...
- Mamoooo, nudzi mi się.
I ja też zaczynam się wiercić, rozglądać po widowni pełnej wiercących się, szepczących dzieci i... dorosłych.

Pojawia się leśna bogini o wielu rękach-gałęziach. MŁODSZY kibicuje bogini-wilczycy w walce z drwalką. 
- Za rok tak się przebiorę! Zrobisz mi taki strój mamo? Będę wilkiem!

I nagle opowieść zaczyna się plątać, poławiaczki szukają nowego rytmu, próbują snuć opowieść, która sama się dzieje. Widzimy jak rodzi się miłość między boginią a człowiekiem, jak z tej miłości rodzi się dziecko... a z lustrzanej chmury spada perła. Jakie to szczęście, że perła trafia do morza, że nie rozbija się jak wiele innych o twardą ziemię. Ta perła to wielki skarb, skrywa w sobie tajemnicę, tajemnicę splotu natury z człowiekiem, magiczną moc. 

- Taki ten chłopiec wyrośnięty i trochę grubasek, śmieszny taki. Ale zupełnie niepodobny ani do mamy ani do taty. Wielki jak... Bardzo wielki. 
- Ale miałby być podobny do tej z wieloma rękoma czy tego człowieczka? A może do wiewiórki albo szopa?- MŁODSZY ćwiczy się w ironii, która zbyt często myli mu się z pogardą i sarkazmem.- To jest aktor i trzeba trochę udawać, że się wierzy, że to synek. Czy ty jesteś pierwszy raz w teatrze?
- Nie jestem pierwszy raz tylko setny raz, a to ty nic nie zroumiałeś, a ja wszystko!
- Zrozumiałaś, że się boisz i że ci się podoba. Głupoty.

Mama- wiewiórka, tato-drzewo..., a może szop pracz. Synek ich został sam, jego świat to drzewa, zwierzęta... i perła. Tylko czy chłopak wie, jak wielką tajemnicę skrywa perła?
- Cały czas się bałam, że albo ta biała albo on upuści perłę i... bęc, po spektaklu i po tajemnicy.
- Głupio trochę, że ją lizał i turlał. Ja bym ją schował w skrzyneczce, zamknął na kluczyk.
- Podziel się perłą!- NAJMŁODSZA próbuje zanucić.- I kto tu jest głupotą?!
- Na kawałki rozbić i się podzielić? A może dać komuś innemu polizać?
- Nie, do ucha wrzucić! Nie widziałeś? On sobie wrzucił do ucha i teraz albo będzie głośno wszystkim opowiadał, co mu perła opowiada albo... Nie, to by było obrzydliwe. 
- Ja wiem, o czym ty myślisz, ale on jej nie połknął tylko do ucha włożył.
- No tak, na szczęście. To może mu perła powie, jak się nią podzielić. 

Finałowa piosenka o roboczym tytule "Podziel się perłą" dzieciom się spodobała, mnie przypomniała, że jeszcze niedawno w Teatrze Animacji żaden spektakl nie mógł się skończyć bez finałowej piosenki z morałem. 


- Napisz jeszcze o tym uchu. Napisz, że to wyglądało, jak na tej wystawie z ludźmi pokrojonymi na kawałeczki. Takie ucho w cieniutkie plasterki pokrojone. Super ucho, przez które można sobie przechodzić. 
- I jeszcze, że trochę było za nudno i chyba byłem za mały, bo nie zrozumiałem za dobrze.
- To napisz, że ja zrozumiałam. 
No to piszę.
- A perły to się tobie kiedyś poturlały na podłogę. Jak ci KROPKA zerwała. 
- To na szczęście nie były perły. Plastiki, imitacja.
- Mamo, nie przejmuj się, oni też nie mieli prawdziwej. 
Dopisuję, choć nie wiem, czy warto.

Kibicuję "Lustrzanej chmurze". Trzymam kciuki za każdy następny spektakl.  Powstawał w czasie prób- od ogólnej koncepcji, po spisany tekst i muzykę, ale czy to już w pełni ukształtowana perła? Może jeszcze dać jej czas, by obrosła, ukształtowała się, by wsłuchała się w głos szepczącej widowni. Trochę nam było nudno, bardzo chcielibyśmy wszystko zrozumieć...


"LUSTRZANA PERŁA"
Teatr Animacji, prapremiera 5 marca 2016

reżyseria: Robert Jarosz 
pedagog teatru: Justyna Czarnota
scenografia: Pavel Hubička
muzyka: Adam Świtała


sobota, 18 lipca 2015

ABDYKOWAŁAM

"Ostatnio nie odwiedzałaś swojego profilu na Facebooku. Czeka na Ciebie 27 wiadomości, 123 zmiany statusu..."

Kochany Facebooku

Chwilowo nie mam czasu, czas mają oni (mój też oddałam im do dyspozycji). Zapomniałam haseł, PINów, kodów dostępu, reaguję tylko na: "Mamooooooo, pokażę ci, zobacz, chodź, jedziemy!" 
Napiszesz mi zaraz, że nie inaczej było tam? Może... Ale wtedy trzeba było jeszcze reagować na: "Spałaś już pięć godzin! Czas wstawać! Dawno nie było Cię w kuchni. Czekają na Ciebie ich śniadaniówki, skarpetki nie do pary, głowy nieuczesane. Drrrrrrrrryń." Tam rządził plan lekcji, plan dnia, plan nie do zrealizowania, napięty, spięty, bez poczucia humoru. Tu rządzą oni, tylko oni... 
A ja? Że niby znów na usługach? Że latam na ich każdy rozkaz, że spełniam każdą zachciankę? No pewnie! Mnie to już władza, sprawowania jej próby, zmęczyły, znużyły. Ja siebie jako władcy  nie lubię. Mnie władza męczy, dręczy, mi od władzy zmarszczki na czole wyłażą, kark się spina, mnie od tego panowania gardło i głowa bolą... Mnie się już przejadło... Nic nie muszę! Planować nie muszę, zdążyć nie muszę, przewidywać nie muszę. Dam sobą porządzić, z przyjemnością dziką, lekką głową, piegami od słońca na nosie.

Wczoraj łowiłam kijanki i maleńkie pstrągi. 
- Mamoooooo, ty nie łowisz! Ty mącisz! Albo łowisz albo nie mąć!
- KROPKA mąci, ja jej tylko pomagam. 
- Ty lepiej siedź i pilnuj wiaderka. I daj znać, jak się jakaś kijanka w żabę zmieni.- NAJMŁODSZA nie odrywa wzroku od płytkiej, wąskiej strugi. ("Mamo, idziemy nad rzekę! Łowić kijanuchy i wielorybuchy!")
- Przepoczwarzy! Tak się mówi!
- Poczwarki się przepoczwarzają! A kijanki... kijańczą albo żabią! To wszystko zależy do tego, od której strony się na to patrzy, od punktu stania to zależy.- I cap kijankę w siatkę na motyle.
Wczoraj pilnowałam kijanek (i małych pstrągów trochę też)...

Dzisiaj obserwowałam ptaszka.
- Mamo, patrz. On się musi cały schylić żeby zaświergotać. Może on pupą świergocze?.- NAJMŁODSZA tym razem głowę zadziera wysoko. 
- Kuprem.- MŁODSZY poprawia. 
- Chyba kutrem.- I nos zadziera NAJMŁODSZA jeszcze wyżej. 
- Kutrem to się ryby łowi.- MŁODSZY chwilę się zastanawia- Pewien ptaszek co świergotał kuprem chciał się przepłynąć kutrem okrutnie... 
- Mamo, wymyśl dalej!
- Rybak pozwolił, ptaszek śpiewał cudnie, ale, o rety!, jak na tym morzu dziś cuchnie!
- A dlaczego cuchnie?
- NAJMŁODSZA, ty jesteś gapa. Cuchnie jak się kuprem śpiewa.
- Aaaaaaaa... Pierdu śmierdu! Super wierszyk! Idziemy go opowiedzieć Kasi i Basi! A ty tu czekaj na nas.
Dzisiaj czekałam na nich, godzinę czekałam, bo akurat traktor przejeżdżał... to wsiedli.

I tylko MŁODSZY pilnuje, by codziennie kupić gazetę, najlepiej codzienną...
- I co, mamo? Jest coś?
- Jest! 
- "Lodowe góry Plutona"! Łaaaaaaaał! Czytaj dalej! 


"PROFESOR ASTROKOT ODKRYWA KOSMOS"
Dominic Walliman, Ben Newman
(Wydawnictwo Entliczek)

WIEK: M


- Pas Kuipera! To było w tej książce! Może ją jeszcze poczytamy, dopóki jest aktualna? 
Czytamy! Czekając na sierpniowe rozgwieżdżone niebo pełne spadających gwiazd ("Mamooooo, to jest dziecinna i bardzo nienaukowa nazwa."), czekając na kolejne doniesienia z sondy New Horizons, czekając na wielki powrót Plutona. ("Mamo, tak to się właśnie skończy. Pluton znów będzie prawdziwą planetą! Skoro i tak trzeba przemalować Eris na trochę mniejszą, to co im szkodzi. Fajny ten Pluton, mógłby być znów planetą, a nie taką niby, karłowatą.") 

Wakacje poszerzają horyzonty i wcale nie każą tam spoglądać..., kochany Facebooku.






czwartek, 16 kwietnia 2015

Nasza sąsiadka Siri

- Chciałabym mieć kota.
- Kota?
- Trzymałabym go pod łóżkiem, a czasem na łóżku i bym go... miała i przytulała, gdybym chciała.
- Przecież ty już masz kilka takich kotów pod łóżkiem. Dwie lalki, miś, pluszowy królik. Leżą, wystarczy wyciągnąć, otrzepać z kurzu i przytulić.
- Ale one nie żyją, nie ruszają się.
- To może i lepiej, skoro mają tylko siedzić pod łóżkiem i czekać, aż zechcesz je przytulić.
- I tak będę miała kota! Albo mi Święty Mikołaj przyniesie albo sobie znajdę i schowam pod łóżko. I już!


Czasem zaglądam pod łóżko. I wyciągam stamtąd koty kurzu i lalki, misie, pudełka, skarpetki, zeszyty, kredki... Kota w worku, kota-znajdy na razie nie znalazłam. 

- Mamo, masz sznur? Mocny, ale nie za mocny. Mógłby być niebieski, ale nie musi. Ale może masz niebieski?
- Mam wstążkę. Różowa czy żółta?
- Niebieskiej nie masz? Trudno.
- A co robicie?
- Bawimy się w pieska. Ja jestem panią, a MŁODSZY jest pieskiem, a KROPKA bruździ! Mogłabyś ją wziąć? 
- A nie mogłaby być... kotkiem?- Odpowiadam na maile, rozpakowuję zmywarkę, rozwiązuję ze STARSZYM zadania z matematyki, jeszcze mi tylko KROPKI tu brakuje.- Chciałaś mieć kotka!
- To powiedz jej, żeby leżała pod łóżkiem. Ona wszystko wyciąga, rozrzuca.
- Kotki już tak mają. Daj jej ten sznurek. 
- Ten sznurek to smycz dla MŁODSZEGO, bo on łazi sobie, gdzie mu się podoba.
Nie powierzę opiece NAJMŁODSZEJ kotka, psa, świnki morskiej, a nawet rybki (na pewno kazałaby jej pływać w kółko, zgodnie z ruchem wskazówek zegara). Jak sobie tylko pomyślę, o tych biednych zwierzątkach NAJMŁODSZEJ...
- NAJMŁODSZA!  Wypuść KROPKĘ z szafy!!!

"SIRI I NOWI PRZYAJCIELE"
Tina Nopola, il. Mervi Lindman
(Wydawnictwo Wilga)

WIEK: S



Siri chciała mieć rodzeństwo. Nic z tego. Chciała mieć psa. To nie to samo co rodzeństwo, ale zawsze coś. Ale jak tu znaleźć psa, który tak samo jak Siri jest samotny, nie ma przyjaciela, psa, z którym nigdy nie byłoby nudno? Rodzice mogą porozmawiać z Siri w "zagodzinę", a ona chce teraz! Może sąsiad odda jej swojego psa? Może na podwórku wałęsa się jakiś zagubiony czworonóg? Może ci trzej chłopcy pomogą Siri znaleźć przyjaciela?

Im więcej czytam skandynawskiej literatury dla dzieci, tym bardziej chcę tam być, żyć, tam wychowywać dzieci... I cicho sza! Nic nie wskazuje na to, bym się miała w najbliższym czasie przeprowadzać. Niech to będzie taka moja magiczna, sielska kraina, może ciut chłodna. Nie potrzebuję w tej chwili żadnych świadectw, relacji z dalekiej północy, które mogłyby zburzyć, albo co gorsza potwierdzić ten obraz. (Tak, najlepsze kryminały, że strach sie bać,  też pochodzą ze Skandynawii. Cicho sza!)



Pippi, Stina, Tsatsiki, tato, rodzinka Różyczków, Findus, Muminki, a od dziś rownież Siri, mieszkalibyśmy po sąsiedzku. Na obiad pierniczki, turbot, albo naleśniki. Szkoła? Jaka szkoła?! Zabawa od rana do nocy. Że czasem nie wypada? Nie wypada to kamyk z zamkniętej kieszeni i pomysł z głowy, gdy zatkać nos i uszy! (Tak mówi MŁODSZY, a MŁODSZY wie, bo sprawdzał.) I nigdy nie byłoby nudno. I smutno byłoby tylko chwilkę, by móc się przytulić i pocieszyć. I przyjaciół mielibyśmy najlepszych! Znamy ich, lubimy, lubimy robić to co oni. Czego więcej trzeba?!

- Ja nie wiem, ilu mam przyjaciół, tylu ich już mam!
- Nie można mieć tak dużo przyjaciół! Kilku masz nieprawdziwych, albo tylko trochę!
- Skąd wiesz?
- Bo przyjaciel to nie byle kto! Trudno jest być przyjacielem!
- Dlaczego?
- Przyjaciel, jak ty chcesz tańczyć na środku klasy, to..., to musi tańczyć też, albo chociaż klaskać, żeby ci nie było wstyd i głupio. 
- Jaś by na pewno nie tańczył i nie klaskał... Mam jednego przyjaciela mniej. Jutro mu to powiem! Że wcale nie jest moim przyjacielem tylko kolegą z przedszkola!



A w niedzielę 19 kwietnia w ramach spotkań z cyklu "CzekoCzytanie" przeczytamy jeszcze raz, wspólnie, ucho w ucho, książkę "Siri i przyjaciele". I zastanowimy się, kto to jest przyjaciel? Czy przyjaciel jest potrzebny? Jak znaleźć przyjaciela?
Do zobaczenia!

wtorek, 24 lutego 2015

A NIECH TO... SZCZĘŚCIE!

Tego dnia mieliśmy idealnie wszystko niezaplanowane. I mieliśmy szczęście! I koniecznie muszę przedstawić skład osobowy, bo niezwykły. Sezon urlopowy i grypowy był przyczyną zmian.
NAJMŁODSZA (lat prawie 6; nie wyjechała, chwilowo nie chorowała)
SĄSIAD-PRZYJACIEL (lat 7 i pół; nie wyjechał z MŁODSZYM, nie chorował, miała chwilę wolną i spędzał ją z nami)

Godzina 10.40
- Czy jeszcze są bilety? Na dziś, na gęś.
- Proszę przyjść przed spektaklem, może się coś z rezerwacji zwolni.
- Uda się ciociu! Uda się! Ja wczoraj znalazłem dwadzieścia złotych, a myślałem, że to dziesięć, a mama myślała, że nie zgubiła! Jestem szczęściarzem!
- Ja też mamo. Ja też!
- A ja wierzę! Jesteśmy szczęściarze!

Godzina 11.45
- Niestety... Chyba nic się nie da zrobić... Proszę jeszcze chwilę poczekać, ale... 
Czekamy my i jeszcze siedmioro szczęściarzy (a w każdym razie wierzą).

I tutaj od razu wtrącamy, bo przypisów nikt nie czyta, do końca tekstu nie wielu dociera: 
Nie polecamy ani my, ani Teatr Animacji, zawierzania jedynie własnemu szczęściu. 
Polecamy REZERWACJĘ BILETÓW!

Godzina 11.58
- Jesteśmy szczęściarze!!! Jesteśmy szcęściarze!!!

zdj. Bartłomiej Jan Sowa

A NIECH TO GĘŚ KOPNIE
reż. Marta Guśniowska
(Teatr Animacji w Poznaniu)

WIEK: M 

- I gęś była ze straconym sensem. To znaczy, że nie miała na nic ochoty. Chciała ze sobą skończyć. Ale nawet do tego zupełnie nie miała sensu! I był jeszcze lis, wilk, kury. One to były tylko na początku i potem już miały wolne. Nie do końca miały wolne, bo musiały potem być na oglądaniu. Oglądaliśmy je z bliska i można było pomachać marchewką.
- I jeszcze niedźwiedź i..., i ten z wiosłem na szachownicy.- dopowiada SĄSIAD-PRZYJACIEL.
- Wydr. 
- Wydr? A skąd wiesz?
- Gdzieś czytałam...
- I mrówki! Mrówki były fajne! A wiesz ciociu, że mrówki naprawdę są takie silne! Mogą podnieść tyle..., że chyba tyle kilogramów, ile ważą!
- A marchewka miała bardzo mało do grania. I aktorzy byli, ale nie chcieli żeby ich było widać. Trochę im nie wyszło. Wystawały im trochę ręce i kapelusze. Musieli przecież mówić i ruszać zwierzątkami! Taką mają pracę.- NAJMŁODSZA próbuje występować w roli eksperta. 
- NAJMŁODSZA, ale spróbuj sobie przypomnieć, czy patrzyłaś podczas spektaklu na aktorów czy na lalki?
- Lalek to ja tam nie widziałam.
- Na zwierzątka. Zwierzątka były lalkami. Teatralnymi lalkami.
NAJMŁODSZA nie wychodzi z roli, patrzy na mnie tak jak tylko ona potrafi patrzeć, gdy WIE:
- Lepiej chyba, żeby na nie mówić teatralne zwierzątka.
- No dobrze, ale... Pamiętasz jeszcze pytanie?
- Jakie?
- Na kogo patrzyłaś podczas spektaklu? Na gęś czy na aktorkę, która gęsią mówiła i ruszała?
- Chyba na gęś... Chyba... Ale był taki jeden aktor, który nie miał zwierzątka i na niego patrzyłam, chyba że go nie było to nie patrzyłam, bo ja...
- ... ja tak już mam, że jak patrzę to widzę.
- Co????
- Niiiiiic...
- A najlepszy to był nietoperz! 

(I tutaj reżyserka, o ile czyta, ale chyba nie czyta, ale gdyby czytała... I tutaj reżyserka kartkuje scenariusz, co to go sama wcześniej napisała. I blednie. Nietoperz???!!!)
A właśnie, że nietoperz. Najbardziej teatralne zwierzątko, bo przecież nie lalka!

- A jak wróci MŁODSZY to pójdziemy jeszcze raz na GĘŚ! Dobra?! Pójdziemy!- NAJMŁODSZA zgrabnie przeskoczyła z pytajników na wykrzykniki, bo ona przecież WIE.
- I znowu będziemy mieć szczęście!!!
- A może po prostu... bilety!

zdj. Bartłomiej Jan Sowa 

zdj. Bartłomiej Jan Sowa

zdj. Bartłomiej Jan Sowa



A słów kilka mogę dodać? Jest tu ktoś jeszcze?

Marta Guśniowska napisał świetną sztukę, inteligentną, dowcipną i po prostu ciekawą. Potem sama ją po mistrzowsku wyreżyserowała. To że aktorzy Teatru Animacji to wspaniali lalkarze, wiedziałam od dawna! Dobrze się bawiłam, śmiałam się, choć nikt nie próbował do mnie, dorosłego, puszczać oka, umilać mi czasu podczas spektaklu dla dzieci rubasznym rechotem. Dobrze opowiedziana historia, zabawa słowem, konwencją, postacie, których nie sposób nie lubić i przede wszystkim nie sposób w nie nie wierzyć.

-Ale wiesz mamo, że zwierzaki nie gadają i nie chodzą w płaszczach i kapeluszach?!
Prosił go ktoś, tu miało być już tylko... Ech... STARSZY, przemądrzalec, wściubinos, przez-ramię-zerkacz.
- Ale tu chodzi o prawdę wnętrza, że takie są prawdziwe w środku...
- Tego faktycznie już chyba nikt nie doczyta.
- Tak myślisz...
- Mhmmmm...

To ja jeszcze szybciutko: 
Muzyka, co grała nie tylko tło. Muzyka, co nie była łatwo-wpadającą-w-ucho-piosenką-klepanką-na-cztery. 
Lalki niewielkie, ubrane, że mrówka, przepraszam, mucha nie siada. Niewielkie, może właśnie po to by przykuć wzrok, by wzrokiem po całej scenie nie gonić. 
Lubię taki teatr. I wilka lubię baaaaardzo. I zajęczycę matkę raz-dwa, raz-dwa, raz-dwa i jeszcze trzy... Ech...

- A jak ja mówię, że wszystko mi się podobało to fukasz, że to nie odpowiedź... A byłoby krócej, wyszłoby na to samo... I może by doczytali...?

wtorek, 17 lutego 2015

NIE-DO-WYMYŚLONA HISTORIA

Założenie było takie: nie piszemy o książkach, o których nie warto pisać. Jest przecież tyle książek, o których pisać trzeba, pisać chce się... Tym razem robię wyjątek, bo to pierwsza próba recenzencka MŁODSZEGO. 
- Mamo, ale lepiej było poczekać, aż przyjdzie im do głowy lepszy pomysł... A to jest jakieś takie nie-do-wymyślone. Ja wiem, że oni się bardzo chcieli pochwalić tymi wykopaliskami i wszystkim o tym opowiedzieć. I dzieciom chcieli pokazać i ich nauczyć, bo czego Jaś się nie nauczy, tego Jan nie będzie umiał, a Jaś szybko rośnie, ale...  To jest bardzo nie-do-wymyślone.

poniedziałek, 9 lutego 2015

JAK TO JEST, GDY DO SZKOŁY...

Zdążyć zjeść śniadanie, zdążyć na sanki i zdążyć na 12.00 do kina, a na dodatek ZDĄŻYĆ ZROBIĆ TO WSZYSTKO NIEDZIELNIE-NIESPIESZNIE... Prawie się udało, niedoróbki zręcznie zakamuflowałam.
- Kto pierwszy będzie w domu? Raz, dwa, trzy!
- Kto ułoży najszybciej najwyższą górę z mokrych rzeczy?
(Na stertach lądują kombinezony, buty, czapki, rękawiczki, szale... Trzy wysokie sterty zamiast krajobrazu po przejściu tornada!)
- Kto ostatni w samochodzie ten trąba!
- Kto ma ochotę na samochodowy piknik? Skórki od bananów wrzucamy do pudełka. 

- A w którym rzędzie siedzimy?
- W dziewiątym.
- Nie ma. Jest rząd "iii" i "x" i "volvo"- MŁODSZY się poddaje.
- To są cyfry rzymskie. Szukajcie IX.
- Dziwne. 
- Dziwne jest to, że dopiero dziś to zauważyłeś. Który już raz jesteś w tym kinie?
- Bo ja jestem coraz bardziej filozoficzny, i coraz bardziej się dziwę, i zauważam więcej rzeczy do zdziwienia. 
Potem już tylko rytualna podsiadanka. Ja chcę z tej strony, ale obok ciebie, nie obok niej i żeby  mi ten pan nie zasłaniał. 

"NIESFORNY BRAM"
reż. Anna van der Heide



czwartek, 29 stycznia 2015

DZIKI ZWIERZ

A u nas zamieszkał dziki zwierz
Pewnego dnia już tu był. MŁODSZY (lat 7) mówi, że nie zapraszał. NAJMŁODSZA (lat prawie 6) upiera się, że zwierz jej kogoś przypomina. 

Zwierz kudłaty, poczochrany taki, potężny, ogromniasty, długokończyniasty. 
Porusza się wolno, przygarbiony nieco, jakby go ta olbrzymiastość uwierała, długaśność przeszkadzała. Jakby nie przywykł... 



Wyłazi ze swojej kryjówki, by zapolować na coś z lodówki, miski, garnka, dzbanka, a potem... wiadomo. To udomowiony zwierz. Korzysta z toalety! Nie kuwety, nie na smyczy, nie w doniczki, nie pod łóżko. Jak nie całkiem dziki zwierz...

środa, 14 stycznia 2015

CZYTANIE NA GŁOSY Z POKAZYWANIEM

- Ale nie pokazujesz! 
- Miałam zmieniać głos. Zmieniam.
- Ale musisz jeszcze pokazywać, gdzie jesteś, bo się gubię.
Od godziny powinni spać. Nie wiem, co na to zegar, ale przecież czas jest pojęciem względnym. Cierpliwość skończyła mi się godzinę temu. Wniosek jest zatem prosty: dla nas wszystkich byłoby lepiej, gdyby od godziny już spali.
- Drugą ręką pokazuj! Tą nie, bo mi zasłaniasz!
- To niesprawiedliwe! Teraz mi będziesz zasłaniać. Już widzę, że nie będę widzieć. Zawsze to mi zasłaniasz!

Trzymam książkę pod odpowiednim kątem, odpowiednio wysoko. Czytam dziewczynką, mamą, karzełkiem, trollem też czytam. Wskazuję palcem obrazki, wyginając przedramię w U. 
I jestem pewna, że od godziny powinni już spać, a to nie jest dobry czas na czytanie/ogrywanie/oglądanie komiksu z dziećmi.



wtorek, 2 grudnia 2014

CEBULKA, MONSTERHAJE I NIESPODZIANKI

- Jak się pisze "mógłbyś"?
- A jak ja mam napisać? Nie umiem pisać. No dobra, odpatrzę od MŁODSZEGO.

- Mamo, czy ty pamiętasz, co ja jeszcze chciałem?
- Dłuuuuugi szal w kolorowe paski, filiżankę i najnowszą książkę...
- Ja. Co ja bym chciał, mamo!
- Niespodziankę. Niespodziankę byś chciał!
- Jesteś genialna!

- A co ty tam napisałeś?
- Lego Star Wars i Lego City, zegarek niepsujący się, szkatułkę na kluczyk, nową część Muminków i pirata Rabarbara i Hildy. 
- A ja? Co ja napisałam?!- Do NAJMŁODSZEJ dotarło, że "odpatrzanie" od brata ma krótkie nogi i daleko idące konsekwencje.
- Ty na razie napisałaś: "Święty Mikołaju, czy mógłbyś mi podaro...".
- Uffffff... Mamo, możesz mi napisać resztę. Ja Ci podyktuję. Dwa jednorożce fioletowe. I... coś monsterhajowego. 
- Święty Mikołaj nie przynosi małym dziewczynkom takich prezentów.- Nie wytrzymałam.
- Asi przyniósł!
- Tak? Święty Mikołaj?
- Tak.- NAJMŁODSZA idzie w zaparte.- Ostatnio, jak ostatnio pisała, i przyniósł, a miała wtedy cztery lata i trochę.
- Może napisała, że ma dużo więcej lat.- kombinuje MŁODSZY.
- Trudno.- NAJMŁODSZA się poddaje.- To może jeszcze jednego jednorożca...
- I niespodziankę?
- A MŁODSZY poprosił o niespodziankę? No to ja też! Dwie niespodzianki. I jeszcze gitarę ze stojakiem. 

poniedziałek, 24 listopada 2014

CHCIAŁABYM, ŻEBY TO BYŁO SZCZĘŚLIWE ZAKOŃCZENIE

DZIEŃ 1.

- Pomożecie mi rozpakować?
- A co to jest?- NAJMŁODSZA bardzo chciałaby dostać kota, ale niekoniecznie w worku.
- Chyba książka... Albo koszula! Wiesz, że koszule też się pakuje w taki prostokąt?!- MŁODSZY coraz więcej wie!
- A to jest czyja książka?
- Nasza. Dostaliśmy w prezencie.
NAJMŁODSZA nie odpuszcza:
- Ale tu jest napisane Twoje imię.
- Tak? Ale ja się z Wami podzielę.
- A może to nie jest dla dzieci? Czy Ty choć trochę domyślasz się, co tam jest?!- MŁODSZY wie, że czasem nie wie!
- Trochę się domyślam, bo wiem, kto nam przysłał tę paczkę, ale może po prostu otworzymy?

- Ale jak będzie taka bardziej dla mnie..., ta książka, jeśli to jest książka,... to może być wtedy bardziej moja?- I MŁODSZY wie, że niespodzianki są zazwyczaj MIŁE!

czwartek, 13 listopada 2014

MŁODSZY, NAJMŁODSZA (I INNI) CZYTAJĄ "PRZYGODY W RAJU"

- Którą chcesz? Bo ja tę. Ty masz tę. Potem się zamienimy.
Zapytała. Zadecydowała. Zasiadła. Cała NAJMŁODSZA! 
MŁODSZY zabrał ze stołu drugą książkę, usiadł obok siostry.
- I tak tą chciałem. Jest dużo ciekawsza.
- Nie wiesz. Nie czytałeś.
- Ale się zapowiada.
- Co się zapowiada?
- Okładka! 
- Moja też się zapowiada.

Po 10 minutach...
- Skończyłam. 
- Tylko obejrzałaś obrazki.
- Wszystko już wiem.
- Nic nie wiesz. Nie przeczytałaś.
- Wszystko wiem.
- To opowiedz.
- Nie, bo nie będziesz miał niespodzianki. Sam sobie przeczytaj!

poniedziałek, 9 czerwca 2014

KOSMOS PEŁEN "NIEWIEMÓW"

- Mamo, ja Cię kocham jak stąd do Księżyca i z powrotem!
- A ja Cię kocham nieskończenie!
MŁODSZEGO na chwilę zatyka absurdalność mojej wypowiedzi i:
- A ja Cię kocham jak stąd do Księżyca i z powrotem, i jeszcze raz!

MŁODSZY miał wtedy cztery lata. Ani ja, ani on nie wiedzieliśmy wtedy, jak daleko jest z Ziemi na Księżyc i co to jest nieskończoność. 
Do teraz próbujemy ustalić jak bardzo się kochamy:
"milion i pięćsetdziewięćset",
"tak samo jak tatę, trochę mniej niż STARSZEGO i NAJMŁODSZĄ",
"prawie wcale skoro nie chcesz mi tego kupić",
"myślałem, że zniknęłaś i..." (dalej był już tylko płacz i przytulasy),
"jak żółw kocha swoją skorupę".

Już prawie wiemy, jak daleko jest na Księżyc, czym tam polecieć, co ze sobą zabrać...
A o nieskończoności... MŁODSZY wie, że to coś co się nie kończy i wie, że "to bez sensu, na pewno jest koniec, tylko nikt tam nie był, albo mu się już dalej liczyć nie chciało".

środa, 4 czerwca 2014

KSIĄŻKA NA RAZ (A POTEM JESZCZE RAZ)

Są książki, których nie można przerwać byle jak i byle gdzie. Nie można zostawić na całą noc samotnego Aslana przywiązanego do kamiennego stołu. Trzeba doczytać jeszcze kilka stron, żeby być pewnym, że Madika przeżyła upadek z dachu. Nie sprawdza się u nas serialowe cięcie, zawieszenie akcji na tydzień, do następnego rozdziału.  
Są książki, które trzeba czytać od początku do końca, na raz. I tak właśnie jest z książkami o Duni, która bardzo często była szczęśliwa, ale nie zawsze. 


NAJMŁODSZA wie, że zaraz wydarzy się coś strasznego. Nim zaczęłyśmy czytać przkartkowała książkę w poszukiwaniu ilustracji. NAJMŁODSZA coś tam wie, czegoś się domyśla i... czeka.  Czeka, aż w życiu jej książkowej przyjaciółki Duni stanie się coś strasznego. NAJMŁODSZA zwija się w kłębek, zagryza wargi, a oczy ma czerwone. Czytam, zdanie po zdaniu, połykając łzy, bo Dunia, bo NAJMŁODSZA. Gdy najgorsze ma się już nie wydarzyć, gdy wydaje się, że wszystko będzie dobrze, moja córka wreszcie zaczyna oddychać. Książkę czytamy na raz, bo w takich chwilach nie zostawia się przyjaciół.


- Ja bym nie chciała żeby...
- Wiem córeczko. Wiem. 
- Bo przecież Dunia nie ma już mamy. A ja mam i mamę i tatę. I tak jest najlepiej.
- Tak jest najlepiej.
- Ale... Ty kiedyś umrzesz, prawda?
- Prawda.
- I wtedy będę mogła sobie zabrać twoją sukienkę i lakier do paznokci?
- Oczywiście. Są twoje.
- Ale nie teraz.
- Oczywiście, że nie teraz.
- Teraz jeszcze jestem za mała, prawda?
- Prawda.
- I tata Duni... Dunia też jest jeszcze za mała. Ale mama Duni umarła. A Dunia była mała. Ty teraz nie umrzesz?
- Oczywiście, że nie...

Oczywiście, że nie... Omijam Córeczko drewniane kościoły, czarne koty i drabiny. Odżywiam się zdrowo, nie palę. Zapinam pasy, nie przekraczam prędkości. Nie uprawiam sportów ekstremalnych (chyba, że do takich zaliczyć wychowywanie Ciebie i Twojego rodzeństwa). Smaruję się kremem z filtrem. Regularnie się badam. I mam nadzieję... Mam nadzieję, że jest jako taki porządek na świecie, że nie ja, nie my, że... długo i szczęśliwie. 

"KIEDY OSTATNIO BYŁAM SZCZĘŚLIWA"
Rose Lagercrantz, il. Eva Eriksson
(Wydawnictwo Zakamarki)

WIEK: M


To trzecia już książka o szczęśliwych (i nie tylko) chwilach z życia pierwszoklasistki Duni. (O pierwszej już pisaliśmy- po linku do kłębka) Dunia ma tatę, ma przyjaciółkę, ma dwie świnki morskie. Dunia pisze książkę o swoim szczęśliwym życiu. Czas wreszcie dopisać zakończenie... Ale raczej nie dziś. Dziś będą: strach, łzy, zimno i cisza. O wiele za dużo, jak na tak małą dziewczynkę. A może nie powinnam czytać dzieciom o tacie Duni, który leży na oddziale intensywnej terapii, o Duni, która tak bardzo cierpi? A może nie powinno się pisać książek o dziewczynkach, które nie mają mamy, a za chwilę mogą stracić tatę? Jestem pewna, że świat powinien być więcej niż jako-tako-poukładany, a każde życie zasługuje na szczęśliwe zakończenie. Jestem tego pewna tak bardzo, jak tego, że świat nie zawsze taki jest, że nie ma samych szczęśliwych chwil, a dzieci doskonale o tym wiedzą, czy im o tym czytamy czy nie. Dunia będzie bardzo nieszczęśliwa i bardzo szczęśliwa, na zmianę i... jednocześnie. Nie ma przecież złych uczuć, nie ma przecież emocji nie w czas i nie na miejscu. Książki o Duni uczą nazywać uczucia, oswajają emocje. 


- Ale super!  O tym Dunia marzyła! Wakacje z Fridą! Ta Dunia to jednak jest szczęśliwa! A tato potem do niej przyjedzie? Tylko może lepiej pociągiem. Rowerem nie. Lepiej nie rowerem... 

poniedziałek, 2 czerwca 2014

ALBERT, PO PROSTU

MŁODSZY lubi zostawać ze mną w domu. Czasem NAJMŁODSZA  ma ochotę zostać ze mną w domu. Zdaża się, że obydwoje nie mają ochoty iść do przedszkola. Bywa, że chorują... razem i na zmianę. Podsumowując. Wagarujemy na potęgę. Hulaj dusza, szkoła dopiero za rok. (STARSZEMU współczujemy, bo przecież nie przyznamy się, że i on czasem lubi zostać w domu.)

Ilu by ich w domu nie było, czasem mam wrażenie, że są ze mną wszyscy, cały czas, tylko nie zawsze ich widzę. 

piątek, 23 maja 2014

DINOZAUR OLBRZYMIASTY I POŻYCZALSCY WYKURZENI

Znów jest o pół godziny za późno, o parę stron za daleko... KROPKA zasnęła mi na rękach. NAJMŁODSZA i MŁODSZY ani myślą spać. MŁODSZY najwyraźniej jednak o czym myśli:
- Co robisz?
- Rozglądam się. Myślę, co bym ze sobą zabrał, gdyby nas wykurzyli, jak ICH.
- Nas to chyba nikt...
- Nigdy nie można być pewnym! Znaleźli kość dinozaura ogromniastego-przewielkiego to może... (po linku do kłębka) Nie wiesz,  czy nie ma większych od nas!
- No tak. To co byś zabrał?

środa, 11 grudnia 2013

CZYTAMY: PEWNIE, ŻE LOTTA UMIE PRAWIE WSZYSTKO


- A pierniki kiedy będziemy robić?
- Jutro, wieczorem.
- Ekstra. Ja w tym roku robię lepsze pierniki niż w zeszłym. Jestem starszy, bardziej wprawiony, bo już kilka razy robiłem, a rok temu robiłem jeden raz mniej.
- A ja też umiem. A jak nie będę trochę umiała to będę papugować MŁODSZEGO.


I faktycznie. Z dużo większą wprawą, w tym roku w towarzystwie przyjaciół z sąsiedztwa, wycinali, sypali mąką, podjadali ciasto, lepili lukrem stół, zlizywali lukier z pędzli, sypali posypkami, wypełniając szczelnie szpary w podłodze. To najsmaczniejsze pierniki w tym roku! 

poniedziałek, 9 grudnia 2013

CZYTAMY: "NIEZWYKŁY ŚWIĘTY MIKOŁAJ"

Trzydzieści stopni w cieniu, w brzuchu wiercąca się KROPKA. Ogród, trampolina, woda, dużo zimnej wody...
- Mamo, poczytasz nam?
Koc pod drzewem, w cieniu, dzbanek lemoniady, gołe stopy, spocona głowy. 
- Co czytamy?
- Findusa i Pettsona, mikołajowego!!!

Świąteczna półeczka z książkami znika wraz z "choinką golasem", światełkami z okien, kubkami w renifery, bałwanki i śnieżynki. Zawsze znika. Zawsze też jakaś bombka schowa się za komodą, igliwie w zakamarkach, a książka pachnąca piernikami pod poduchą...
I tak w tym roku została z nami, na nie świąteczny codzień, książka o Findusie i Pettsonie, o drewnianym Mikołaju i o Świętym Mikołaju.

poniedziałek, 1 lipca 2013

STUK, PUK I LATAJĄ!

CZYTAMY: "NIEŹLE TO SOBIE WYMYŚLIŁEŚ, ALBERCIE"

Ile trwać będą wakacje?! Za krótko!!!
Ile mamy pomysłów?! Mnóstwo!!!

I choć dzisiaj miałam ochotę na słodkie lenistwo, nic-nie-robienie, bąków zbijanie, w nosie dłubanie, z boku na bok się przewracanie... No cóż. Ja i Oni, zupełnie inaczej wyobrażamy sobie pierwsze dni wakacji.

U Pana Drewienko zaopatrzyliśmy się we wszystko to, czego nie mamy w piwnicy, na strychu, w szafie. Listewki, deseczki, krótkie i długaśne, cienkie i grube. STARSZY uznał to za brak fantazji i luzu, ale ja tam do komody jestem przywiązana, a drewniane krzesła w jadalni uważam za całkiem przydatne i żadnego z tych przedmiotów nie oddam w ręce szalonych konstruktorów. 
- A co będziecie robić?- zagaduje Pan Drewienko.
- Samochód, albo heliktopter. Mogłaby też być rakieta kosmiczna. Jeszcze tak do końca nie wiemy.
Pan Drewienko dorzucił nam paczkę gwoździ uniwersalnych (czytaj: idealnych do skonstruowania samochodu, helikoptera bądź rakiety kosmicznej) i kilka cennych wskazówek:
- uwaga na palce, bo młotek,
- uwaga na palce, bo piła,
- uwaga stopy, bo gwoździe,
- uwaga na pieszych, bo samochód,
- uwaga na ptaki, bo helikopter,
- uwaga na metoryty, bo rakieta kosmiczna.