Pokazywanie postów oznaczonych etykietą WIEK: S. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą WIEK: S. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 14 maja 2015

JULEK, JULKA, CZERŃ I BIAŁE NIC

- I ty tutaj siedź, dopóki nie zjawi się yeti. Siedź i marznij. Nie ma zmiłuj. Chcesz spotkać yeti to siedź, a ja pójdę siku, a potem sobie chwilę poskaczę na trampolinie. Zawołaj mnie, jak przyjdzie. 
- Aaa... Kotki dwa... Szarobure obydwa... Aaaaaaaaaaa...
- Hej. Zimno ci?
- Nie, bo jestem pod kocem, ale MŁODSZY powiedział, że mam marznąć, więc udaję, że jest mi zimno. Lepiej żebym udawała bez koca, ale wtedy nikt by się nie domyślił, że jest zimno i że można zmarznąć. Aaa... Kotki dwa... Muszę śpiewać, żeby nie zasnąć, jak tak czekam i czekam...
- Na yeti? 
- Tak. Przyjdzie, zawołam MŁODSZEGO i zrobimy mu mnóstwo zdjęć do gazety!
- Do gazety?
- Tak! Żeby wszyscy wiedzieli, że yeti istnieje. Bo nikt mamo nie wierzy w yeti. Wszyscy wpadają w te wielkie ślady, ale nikt nie wierzy!!! Dziwne, prawda? I w smoki, i w ufoludki! Niedowiarki! Szkoda, że nie mogę poskakać razem z MŁODSZYM...
- Idź.
- Nie, bo się teraz bawimy.
- Czy ja wiem... On tam, ty tu...
- Bawimy się w czekanie na yeti.
- Ale ty czekasz, a on skacze...
- Bez sensu żebyśmy razem czekali. My nie umiemy razem siedzieć cicho. I yeti by usłyszał nasze gadanie i by uciekł... Ty ze mną teraz też nie gadaj!
- Widziałaś go?!- MŁODSZY przybiegł z ogrodu cały spocony.
- Nie.
- To teraz ja poczekam, a ty poskacz. Super zabawa, co? 
- Ekstra! I wcale się dziś nie kłócimy!

"Julek i Julka" 
Annie M.G. Schmidt, il. Friep Westendorp
Wydawnictwo Hokus-Pokus

WIEK: S (i ci, którzy tylko podsłuchują) 





czwartek, 16 kwietnia 2015

Nasza sąsiadka Siri

- Chciałabym mieć kota.
- Kota?
- Trzymałabym go pod łóżkiem, a czasem na łóżku i bym go... miała i przytulała, gdybym chciała.
- Przecież ty już masz kilka takich kotów pod łóżkiem. Dwie lalki, miś, pluszowy królik. Leżą, wystarczy wyciągnąć, otrzepać z kurzu i przytulić.
- Ale one nie żyją, nie ruszają się.
- To może i lepiej, skoro mają tylko siedzić pod łóżkiem i czekać, aż zechcesz je przytulić.
- I tak będę miała kota! Albo mi Święty Mikołaj przyniesie albo sobie znajdę i schowam pod łóżko. I już!


Czasem zaglądam pod łóżko. I wyciągam stamtąd koty kurzu i lalki, misie, pudełka, skarpetki, zeszyty, kredki... Kota w worku, kota-znajdy na razie nie znalazłam. 

- Mamo, masz sznur? Mocny, ale nie za mocny. Mógłby być niebieski, ale nie musi. Ale może masz niebieski?
- Mam wstążkę. Różowa czy żółta?
- Niebieskiej nie masz? Trudno.
- A co robicie?
- Bawimy się w pieska. Ja jestem panią, a MŁODSZY jest pieskiem, a KROPKA bruździ! Mogłabyś ją wziąć? 
- A nie mogłaby być... kotkiem?- Odpowiadam na maile, rozpakowuję zmywarkę, rozwiązuję ze STARSZYM zadania z matematyki, jeszcze mi tylko KROPKI tu brakuje.- Chciałaś mieć kotka!
- To powiedz jej, żeby leżała pod łóżkiem. Ona wszystko wyciąga, rozrzuca.
- Kotki już tak mają. Daj jej ten sznurek. 
- Ten sznurek to smycz dla MŁODSZEGO, bo on łazi sobie, gdzie mu się podoba.
Nie powierzę opiece NAJMŁODSZEJ kotka, psa, świnki morskiej, a nawet rybki (na pewno kazałaby jej pływać w kółko, zgodnie z ruchem wskazówek zegara). Jak sobie tylko pomyślę, o tych biednych zwierzątkach NAJMŁODSZEJ...
- NAJMŁODSZA!  Wypuść KROPKĘ z szafy!!!

"SIRI I NOWI PRZYAJCIELE"
Tina Nopola, il. Mervi Lindman
(Wydawnictwo Wilga)

WIEK: S



Siri chciała mieć rodzeństwo. Nic z tego. Chciała mieć psa. To nie to samo co rodzeństwo, ale zawsze coś. Ale jak tu znaleźć psa, który tak samo jak Siri jest samotny, nie ma przyjaciela, psa, z którym nigdy nie byłoby nudno? Rodzice mogą porozmawiać z Siri w "zagodzinę", a ona chce teraz! Może sąsiad odda jej swojego psa? Może na podwórku wałęsa się jakiś zagubiony czworonóg? Może ci trzej chłopcy pomogą Siri znaleźć przyjaciela?

Im więcej czytam skandynawskiej literatury dla dzieci, tym bardziej chcę tam być, żyć, tam wychowywać dzieci... I cicho sza! Nic nie wskazuje na to, bym się miała w najbliższym czasie przeprowadzać. Niech to będzie taka moja magiczna, sielska kraina, może ciut chłodna. Nie potrzebuję w tej chwili żadnych świadectw, relacji z dalekiej północy, które mogłyby zburzyć, albo co gorsza potwierdzić ten obraz. (Tak, najlepsze kryminały, że strach sie bać,  też pochodzą ze Skandynawii. Cicho sza!)



Pippi, Stina, Tsatsiki, tato, rodzinka Różyczków, Findus, Muminki, a od dziś rownież Siri, mieszkalibyśmy po sąsiedzku. Na obiad pierniczki, turbot, albo naleśniki. Szkoła? Jaka szkoła?! Zabawa od rana do nocy. Że czasem nie wypada? Nie wypada to kamyk z zamkniętej kieszeni i pomysł z głowy, gdy zatkać nos i uszy! (Tak mówi MŁODSZY, a MŁODSZY wie, bo sprawdzał.) I nigdy nie byłoby nudno. I smutno byłoby tylko chwilkę, by móc się przytulić i pocieszyć. I przyjaciół mielibyśmy najlepszych! Znamy ich, lubimy, lubimy robić to co oni. Czego więcej trzeba?!

- Ja nie wiem, ilu mam przyjaciół, tylu ich już mam!
- Nie można mieć tak dużo przyjaciół! Kilku masz nieprawdziwych, albo tylko trochę!
- Skąd wiesz?
- Bo przyjaciel to nie byle kto! Trudno jest być przyjacielem!
- Dlaczego?
- Przyjaciel, jak ty chcesz tańczyć na środku klasy, to..., to musi tańczyć też, albo chociaż klaskać, żeby ci nie było wstyd i głupio. 
- Jaś by na pewno nie tańczył i nie klaskał... Mam jednego przyjaciela mniej. Jutro mu to powiem! Że wcale nie jest moim przyjacielem tylko kolegą z przedszkola!



A w niedzielę 19 kwietnia w ramach spotkań z cyklu "CzekoCzytanie" przeczytamy jeszcze raz, wspólnie, ucho w ucho, książkę "Siri i przyjaciele". I zastanowimy się, kto to jest przyjaciel? Czy przyjaciel jest potrzebny? Jak znaleźć przyjaciela?
Do zobaczenia!

czwartek, 26 marca 2015

ZOBACZ WIERSZ ALBO... TUWIM SIĘ NIE NUDZI!

- A jak wygląda h?- pyta NAJMŁODSZA znad kartki pełnej niezgrabnych, powykręcanych liter.
- Jak drabina, z jednym szczeblem.
- A po co komu drabina z jednym szczeblem?
- Żeby zawiesić na drzewie huśtawkę.
- Za niska.
- Żeby hipopotam nie spadł z wysoka, gdy będzie chciał powiesić huśtawkę, wchodząc na drabinę.
- Dlaczego miałby spaść?
- Bo jest cholernie ciężki!- wtrąca STARSZY.
- Raczej hiper hura horrendalnie ciężki! A cholera ma tę ce-chę, że się pisze przez "ch"! (czyt. ce-ha)
- Przez was teraz nie pamiętam, co chciałam napisać! Cholera!

A potem umiemy już pisać. Piszemy całe słowa, zdania i wypracowania. Litery nam powszednieją i zapominamy, że D ma duży brzuch, bo zjadło dynię, a B wygląda jak pupa hydraulika, a hydraulik to jest pan, co rury naprawia, spod zlewu mu tyłek wystaje. A rury są powykręcane jak RURS, bo czasem w rurze sssssyczy...

A potem już nam do głowy nie wpada, a może po prostu nie wypada, by jabłko zapisać na zielono, albo na żółto z rumieńcem czerwonym. 
Liniom i kratkom się nie mieści, by zakręcić zakrętem, poplątać sznurowadło...

"TUWIM. WIERSZE DLA DZIECI"
Julian Tuwim
opracowanie graficzne: G. Urbańska, M. Hanulak, G. Gurowska, M. Ignerska, A. Niemierko, A. Kucharska-Zajkowska, J. Wróblewska
(Wydawnictwo Wytwórnia)

WIEK: XS, S  
(a książki mają to do siebie, że w tym rozmiarze każdemu do twarzy, i nie pije pod pachami!)

Tuwima wiersze każdy zna.
Halo, lo, lo, murzynek Bambo.
Abecadło spadło, hukło i trach rzepkę wyciągnęli.
Pod kanapą, na kanapie, w Śpiewowicach i w aeroplanie.
Każdy choć parę wersów w pamięci wyszuka i po chwili wyduka.
(może z wyjątkiem jegomościa z zagadkowym supełkiem na trąbie)

Lat temu kilka po Tuwima sięgnęło siedem graficzek, a my dostaliśmy do rąk wiersze jak nowe: odświeżone, odkurzone, oskrobane z kiczowatych kolorów i kanonicznej patyny. I znów słychać rytm, brzmienie, żart i geniusz.
Artystki interpretują Tuwima bez kompleksów, grają jak równy z równym: kształtem, kolorem, rymem i rytmem. Każda z artystek pracowała w charakterystycznej dla siebie technice, idąc za własną intuicją i wrażliwością, a udało im się stworzyć dzieło jednolite i kompletne. Tekst i ilustracja są równoprawnymi elementami, nierozdzielnymi, czasem wręcz trudno rozróżnialnymi- słowo staje się obrazem, ilustracja zbudowana jest z liter.








I choć znamy już na pamięć większość wierszy z tej książki, to czytamy. Obrazy czytamy, wciąż i wciąż, bo na pamięć nauczyć się ich nie sposób. 



Tym razem do czytania i wspólnej zabawy zaprosiłam bohaterów wierszy Juliana Tuwima.
Znacie? No pewnie! Znudziło Wam się? Nie wierzę! 
Litery ułożymy do rytmu, słowa namalujemy, obrazy napiszemy. 

sugerowany wiek uczestników: 5-8 lat
czas trwania: około 1h
nie ma zapisów, nie ma opłat

12 spotkań/12 książek/12%rabatu na 12. urodziny CZEKOLADY.
Zapraszają: CZEKOLADA CAFE, BOOKAREST i ŻELKOŻERCY

czwartek, 29 stycznia 2015

DZIKI ZWIERZ

A u nas zamieszkał dziki zwierz
Pewnego dnia już tu był. MŁODSZY (lat 7) mówi, że nie zapraszał. NAJMŁODSZA (lat prawie 6) upiera się, że zwierz jej kogoś przypomina. 

Zwierz kudłaty, poczochrany taki, potężny, ogromniasty, długokończyniasty. 
Porusza się wolno, przygarbiony nieco, jakby go ta olbrzymiastość uwierała, długaśność przeszkadzała. Jakby nie przywykł... 



Wyłazi ze swojej kryjówki, by zapolować na coś z lodówki, miski, garnka, dzbanka, a potem... wiadomo. To udomowiony zwierz. Korzysta z toalety! Nie kuwety, nie na smyczy, nie w doniczki, nie pod łóżko. Jak nie całkiem dziki zwierz...

wtorek, 2 grudnia 2014

CEBULKA, MONSTERHAJE I NIESPODZIANKI

- Jak się pisze "mógłbyś"?
- A jak ja mam napisać? Nie umiem pisać. No dobra, odpatrzę od MŁODSZEGO.

- Mamo, czy ty pamiętasz, co ja jeszcze chciałem?
- Dłuuuuugi szal w kolorowe paski, filiżankę i najnowszą książkę...
- Ja. Co ja bym chciał, mamo!
- Niespodziankę. Niespodziankę byś chciał!
- Jesteś genialna!

- A co ty tam napisałeś?
- Lego Star Wars i Lego City, zegarek niepsujący się, szkatułkę na kluczyk, nową część Muminków i pirata Rabarbara i Hildy. 
- A ja? Co ja napisałam?!- Do NAJMŁODSZEJ dotarło, że "odpatrzanie" od brata ma krótkie nogi i daleko idące konsekwencje.
- Ty na razie napisałaś: "Święty Mikołaju, czy mógłbyś mi podaro...".
- Uffffff... Mamo, możesz mi napisać resztę. Ja Ci podyktuję. Dwa jednorożce fioletowe. I... coś monsterhajowego. 
- Święty Mikołaj nie przynosi małym dziewczynkom takich prezentów.- Nie wytrzymałam.
- Asi przyniósł!
- Tak? Święty Mikołaj?
- Tak.- NAJMŁODSZA idzie w zaparte.- Ostatnio, jak ostatnio pisała, i przyniósł, a miała wtedy cztery lata i trochę.
- Może napisała, że ma dużo więcej lat.- kombinuje MŁODSZY.
- Trudno.- NAJMŁODSZA się poddaje.- To może jeszcze jednego jednorożca...
- I niespodziankę?
- A MŁODSZY poprosił o niespodziankę? No to ja też! Dwie niespodzianki. I jeszcze gitarę ze stojakiem. 

poniedziałek, 2 czerwca 2014

ALBERT, PO PROSTU

MŁODSZY lubi zostawać ze mną w domu. Czasem NAJMŁODSZA  ma ochotę zostać ze mną w domu. Zdaża się, że obydwoje nie mają ochoty iść do przedszkola. Bywa, że chorują... razem i na zmianę. Podsumowując. Wagarujemy na potęgę. Hulaj dusza, szkoła dopiero za rok. (STARSZEMU współczujemy, bo przecież nie przyznamy się, że i on czasem lubi zostać w domu.)

Ilu by ich w domu nie było, czasem mam wrażenie, że są ze mną wszyscy, cały czas, tylko nie zawsze ich widzę. 

środa, 11 grudnia 2013

CZYTAMY: PEWNIE, ŻE LOTTA UMIE PRAWIE WSZYSTKO


- A pierniki kiedy będziemy robić?
- Jutro, wieczorem.
- Ekstra. Ja w tym roku robię lepsze pierniki niż w zeszłym. Jestem starszy, bardziej wprawiony, bo już kilka razy robiłem, a rok temu robiłem jeden raz mniej.
- A ja też umiem. A jak nie będę trochę umiała to będę papugować MŁODSZEGO.


I faktycznie. Z dużo większą wprawą, w tym roku w towarzystwie przyjaciół z sąsiedztwa, wycinali, sypali mąką, podjadali ciasto, lepili lukrem stół, zlizywali lukier z pędzli, sypali posypkami, wypełniając szczelnie szpary w podłodze. To najsmaczniejsze pierniki w tym roku! 

poniedziałek, 9 grudnia 2013

CZYTAMY: "NIEZWYKŁY ŚWIĘTY MIKOŁAJ"

Trzydzieści stopni w cieniu, w brzuchu wiercąca się KROPKA. Ogród, trampolina, woda, dużo zimnej wody...
- Mamo, poczytasz nam?
Koc pod drzewem, w cieniu, dzbanek lemoniady, gołe stopy, spocona głowy. 
- Co czytamy?
- Findusa i Pettsona, mikołajowego!!!

Świąteczna półeczka z książkami znika wraz z "choinką golasem", światełkami z okien, kubkami w renifery, bałwanki i śnieżynki. Zawsze znika. Zawsze też jakaś bombka schowa się za komodą, igliwie w zakamarkach, a książka pachnąca piernikami pod poduchą...
I tak w tym roku została z nami, na nie świąteczny codzień, książka o Findusie i Pettsonie, o drewnianym Mikołaju i o Świętym Mikołaju.

poniedziałek, 1 lipca 2013

STUK, PUK I LATAJĄ!

CZYTAMY: "NIEŹLE TO SOBIE WYMYŚLIŁEŚ, ALBERCIE"

Ile trwać będą wakacje?! Za krótko!!!
Ile mamy pomysłów?! Mnóstwo!!!

I choć dzisiaj miałam ochotę na słodkie lenistwo, nic-nie-robienie, bąków zbijanie, w nosie dłubanie, z boku na bok się przewracanie... No cóż. Ja i Oni, zupełnie inaczej wyobrażamy sobie pierwsze dni wakacji.

U Pana Drewienko zaopatrzyliśmy się we wszystko to, czego nie mamy w piwnicy, na strychu, w szafie. Listewki, deseczki, krótkie i długaśne, cienkie i grube. STARSZY uznał to za brak fantazji i luzu, ale ja tam do komody jestem przywiązana, a drewniane krzesła w jadalni uważam za całkiem przydatne i żadnego z tych przedmiotów nie oddam w ręce szalonych konstruktorów. 
- A co będziecie robić?- zagaduje Pan Drewienko.
- Samochód, albo heliktopter. Mogłaby też być rakieta kosmiczna. Jeszcze tak do końca nie wiemy.
Pan Drewienko dorzucił nam paczkę gwoździ uniwersalnych (czytaj: idealnych do skonstruowania samochodu, helikoptera bądź rakiety kosmicznej) i kilka cennych wskazówek:
- uwaga na palce, bo młotek,
- uwaga na palce, bo piła,
- uwaga stopy, bo gwoździe,
- uwaga na pieszych, bo samochód,
- uwaga na ptaki, bo helikopter,
- uwaga na metoryty, bo rakieta kosmiczna.

wtorek, 18 czerwca 2013

KAŻDY SIĘ NA "NUSIACH" ZNA

BYWAMY: "NUSIA I WILKI" 

- Ale ja będę siedzieć obok Ciebie, bo się będę bała wilków.
NAJMŁODSZA chwyta mnie za rękę. MŁODSZY łapie za drugą:
- A ja z drugiej strony. Ja się wilków nie boję, ale nigdy nic nie wiadomo. Może niektórych wilków się boję...

Fot. Opolski Teatr Lalki i Aktora
"NUSIA I WILKI"
(Opolski Teatr Lalki i Aktora)
reżyseria: Robert Jarosz
scenografia: Marika Wojciechowska
muzyka: Wojciech Morawski



- A to na pewno będzie o Nusi? Może się pomyliłaś, mamo?
Wchodzimy na widownię. Na gitarze brzdąka rogacz w białych kaloszach. (Rogacz będzie tak brzdąkał i czarował dźwięki na żywo przez cały spektakl!) Na scenie stoi domek, a za nim pagórek z kraterami, ściany z krat.
- To trochę wygląda jak dziwna planeta...
- Tylko Małego Księcia brak.- STARSZY w dziwnej scenografii rozpoznaje planetę Małego Księcia.
- Ale jest łoś z gitarą. Mamo, czy to jest łoś "brat łoś"?- MŁODSZY szuka elementów "nusiowego" świata.
- To jest raczej jeleń.- I znów STARSZY, który niby taki duży i oczytany, i łosie od jelenia odróżnia, ale dziś nie mógł się doczekać spektaklu. 
- Jelenia nie było w "nusiach". Ty się w ogóle na "nusiach" nie znasz i musisz mnie słuchać, bo wiem lepiej.

czwartek, 13 czerwca 2013

A W CYRKU KRYZYS I KRZYCZĄ...

BYWAMY: "WĄŻ" (Wrocławski Teatr Lalek) 

Co jakiś czas muszę się tłumaczyć, dlaczego chodzimy tu, chodzimy tam, a do cyrku nie chcę ich zabrać. Co jakiś czas w szatni w przedszkolu znajdujemy bilety do cyrku: dzieci za darmo, pierwszy opiekun za darmo, aż strach pomyśleć, za ile wata cukrowa (cudów nie ma, bilansować się musi).

- Ale tam będzie klaun, i lwy, i linoskoczek, i orkiestra będzie, i słonie na piłkach...
W teorii jesteśmy całkiem oblatani, przeczytaliśmy sporo o cyrku (Pippi była w cyrku, doktor Doolitle cyrk prowadził, ostatnio na blogu wspominaliśmy o książce CYRK), obejrzeliśmy "Dumbo". W cyrku jest głośno, kolorowo, błyszczą światła i stroje akrobatów. W cyrku jest wesoło, straszno i "nie do wiary!".
I by te wyobrażenia nie prysły jak bańka mydlana pojedziemy kiedyś do Monte Carlo, a od odwiedzających nasze miasto cyrkopodobnych namiotów trzymamy się z daleka. 
Los bywa jednak okrutny i przewrotny...
Oto któregoś dnia... Mieliśmy iść do teatru, a trafiliśmy do cyrku.

czwartek, 6 czerwca 2013

ZABAWA NIE NA "MARNEWTRAWSTWO"!

BYWAMY: "TEATRALNY PLAC ZABAW JANA DORMANA" 

Ąse ma dąse flore, o ma de, o ma de, o ma de, o ma deo deo riki tiki, deo deo riki tiki, one, two, three!
Tym razem wypadło na STARSZEGO. Został trafiony "ąse ma dąse" (one, two, three dziś dąsa strzelasz Ty!): zamknął się w pokoju, wcześniej wydając oświadczenie z wysokości progu pokoju swego, że jesteśmy głupi, że on z nami gadać nie będzie, że zaraz trzaśnie drzwiami, zwinie się w kłębek i do odwołania: NIE PODCHODŹ!

- STARSZY, a może jednak pojedziesz z nami?
- Nieeeeeee... Wrrrrrrrrrrr...

Ąse ma dąse flore, jedziemy tylko we troje!

- A co zrobimy z biletem STARSZEGO?
- Wycinankę, albo podrę go sobie sama, na odrrrrrreagowanie. Wrrrrrr....
- A może kogoś zabierzemy ze sobą?
- Kogo?
- Będę machał wiatraczkiem przez okno i może ktoś się domyśli, że chcemy go zaprosić do teatru.
- Machaj.

Admirał! Czas! Wojna! 

- NAJMŁODSZA, daj swój wiatraczek.
- Nie, masz swój.
- Ale ja nie chcę, by mój się zniszczył, Twoim będę machał.
- Mamoooooo, on mi chce zniszczyć wiatraczek machaniem!
- A przez Ciebie się bilet zmarnuje, bo nie chcesz dać wiatraczka! Mama go podrze, a to będzie "marnewtrawstwo"! Ktoś sobie przez Ciebie nie poogląda!!!
- Mamoooooooooooo!!! Ja nie chcę wiatraczka w marną trawę!!! Ale za okno też nie chcę!!!

Nikt nie machał, bilet na "marnewtrawstwo", wiatraczki zostały w samochodzie, co by w marną trawę nie wpadły.

fot. Dominika Pałęcka/Zakład Kreatywny
"TETRALNY PLAC ZABAW JANA DORMANA"
reż. Justyna Sobczyk
(Instytut Teatralny im. Zbigniewa Raszewskiego) 


piątek, 31 maja 2013

W GÓRĘ I W DÓŁ!

CZYTAMY: "CYRK"

W górę... 
- To najlepszy prezent na Dzień Dziecka jaki dostaliśmy!!!
(Nie dość, że najlepszy, to jeszcze z dwudniowym wyprzedzeniem.)

W dół...
- Czy to znaczy, że w Dzień Dziecka już nic nie dostaniemy?!

W górę...
STARSZY chwycił NAJMŁODSZĄ za rękę, MŁODSZEMU pomógł wstać. I wspólnie w górę, hooooooop!

W dół...
Za ciasno. Jeden drugiemu nogę podstawił, łokciami zahaczył. NAJMŁODSZA ryczy, bo noga, MŁODSZY buczy, bo głowa, STARSZY drze się, że to przecież nie przez niego.

W górę... Słońce.
W dół... Deszcz. Ulewa. Burza.

W górę...
Przecież żabom woda w skakaniu nie przeszkadza!

czwartek, 23 maja 2013

PO CO CI TO?! ROZMOWA Z MAMĄ INDIANKĄ

CZYTAMY: "JAK MAMA ZOSTAŁA INDIANKĄ"

- Jejku! I po co to Pani?!- zaatakowała mnie kilka dni temu porannie zabiegana mama dwojga przedszkolaków. 
Celowała wzrokiem w mój brzuch i bujającą się w brzuchu KROPKĘ. Nie ona pierwsza, nie ostatnia. Trzeba przyznać, że zaimponowała mi odwagą, wojowniczą postawą, choć zapewne mylę odwagę z porannym, zaspanym odganianiem się od brzęczącej natrętnie rzeczywistości. Zazwyczaj pytanie/zarzut: "Po co Ci to?", "Wpadka? Powiedz, że wpadka! Powiedz, że wcale nie chciałaś!" dostaję opakowane w różowy papier w kaczuszki, bobaski, smoczki, przewiązane błękitną wstążką ("To chyba się cieszysz...???", "Nie martw się, dasz sobie radę.", "Nie przejmuj się, Twoje dzieci są takie cudne, mądre...", "To się urządziłaś na starość, i na moją emeryturę też się złożą!). Pani spod przedszkola nie miała czasu, by wiązać kokardy, owijać w kolorowy papier, nie miała głowy do celebry i konwenansów. Była spóźniona już od wczoraj, zmeczona od tygodnia i zajęta do przyszłego miesiąca. Dzięki temu ja nie musiałam rozpakowywać przy niej kiczowatej paczuszki  i cieszyć się jak... kobieta w ciąży na sporej dawce hormonów.

poniedziałek, 20 maja 2013

"OPOWIEŚĆ O DZIECKU I PINGWINIE" TEATRO TELAIO (WŁOCHY)

BYWAMY: "OPOWIEŚĆ O DZIECKU I PINGWINIE"




"Opowieść o dziecku i pingwinie"
(Storia di un Bambino e di un Pinguino)
Teatro Telaio (Włochy)


- To będzie prosty spektakl.- MŁODSZY po prostu wie.
- Tak?
- Tak. Prosto się nazywa. Wszystko wiadomo. Będzie dziecko, będzie pingwin...
- I co dalej?
- Będzie trochę jak u pana Poppera i trochę jak u pingwina, który się zgubił i chciał do domu... A może jak Pik Pok i z tej książki biegunowej, z przedszkola... Jak to było? "Zaczarowana zagroda"!


piątek, 17 maja 2013

PES (PRI)TULAK, TEATR PIKI PEZINOK (SŁOWACJA)

BYWAMY: "PES (PRI)TULAK"


PES (PRI)TULAK
TEATR PIKI PEZINOK 
SŁOWACJA
Katarina Aulisová
Lubomír Piktor


Festiwal KON-TEKSTY 2013


Panie i Panowie! Dorośli i Dzieci! Już za chwil parę zaczynamy przedstawienie! Będzie i do śmiechu, i do łez! Historia niezwykła! Chodźcie tu do nas! Zapraszamy! Bilet kosztuje tylko dwa soldy! 

Tak, mniej więcej, zaczyna się jedno ze słuchowisk, które ŻelkoŻercy uwielbiają. Nawoływania aktorskiej trupy mieszają się z jarmarcznym zgiełkiem. Jest pewnie drewniany podest, zbity na prędce, kurtyna, pięć marionetki na sznurkach, dwóch lalkarzy, grajek. 

poniedziałek, 13 maja 2013

CZYTAMY: "MAMA MU" i... formalności.

CZYTAMY: "MAMA MU NA DRZEWIE I INNE HISTORIE"

- Ale dlaczego nam tutaj nie czytałeś?
- Ale to są tylko takie... formalności. 
- Dlaczego nam nie chcesz przeczytasz formalności? Czytaj.
- Proszę bardzo. Marnujemy tylko czas.

"MAMA MU NA DRZEWIE I INNE HISTORIE"
Jujja Wieslander, il. Sven Nordqvist 
Wydawnictwo Zakamarki 

(OBRAZ < SŁOWO)


 "Inne książki o Mamie Mu i Panu Wronie: Mama Mu na huśtawce, Mama Mu na sankach..."

- A my to mamy! Zaraz przyniosę.- NAJMŁODSZA biegnie do regału. Wyszukuje "mamamumowe" książki i znosi na stolik.
- I jakieś jeszcze były w tych formalnościach?- MŁODSZY zagląda STARSZEMU przez ramię, bo on to już kilka słów potrafi przeczytać.

"Mama Mu sprząta", "Mama Mu buduje", "Mama Mu nabija sobie guza", "Mama Mu czyta"...

czwartek, 25 kwietnia 2013

Wbiegliśmy do... MALOWANEGO OGRODU

BYWAMY: "MALOWANY OGRÓD"


Wbiegliśmy...
 I tak ja biegać uwielbiam, tak wbiegać nie bardzo. I tak ja wbiegać nie lubię, tak ostatnio wbiegam, ciągle gdzieś wbiegam- do sklepu po mleko i pęczek rzodkiewek, do przedszkola, na zebranie, do lekarza po receptę. Wbiegam, nie wpadam, bo trzeba mieć klasę, trzeba trzymać pion, równowagę, chociaż tyle...

Wbiegliśmy...
W sobotę wbiegliśmy do samochodu, do szkoły wbiegliśmy (w sobotę! o zgrozo!) i wybiegliśmy, trochę już z przyzwyczajenia, a tu nagle przed szkołą na chodniku leży godzinka. Ja bym jej pewnie nie zobaczyła. Potknęłabym się może, wbiegła do samochodu, by po chwili wbiec do sklepu, ale NAJMŁODSZA godzinkę znalazła, podniosła:
- Co będziemy teraz robić?
STARSZY miał w szkole próbę, my mieliśmy godzinkę, z którą trzeba było coś zrobić.
- Może zakupy? 
- Nieeeeeee! Chcemy coś nie nudnego!- NAJMŁODSZA, szczęśliwy znalazca godzinki, stawiała warunki.
- No to może... Mam pomysł! Szybko, do samochodu!