A u nas zamieszkał dziki zwierz.
Pewnego dnia już tu był. MŁODSZY (lat 7) mówi, że nie zapraszał. NAJMŁODSZA (lat prawie 6) upiera się, że zwierz jej kogoś przypomina.
Zwierz kudłaty, poczochrany taki, potężny, ogromniasty, długokończyniasty.
Porusza się wolno, przygarbiony nieco, jakby go ta olbrzymiastość uwierała, długaśność przeszkadzała. Jakby nie przywykł...
Wyłazi ze swojej kryjówki, by zapolować na coś z lodówki, miski, garnka, dzbanka, a potem... wiadomo. To udomowiony zwierz. Korzysta z toalety! Nie kuwety, nie na smyczy, nie w doniczki, nie pod łóżko. Jak nie całkiem dziki zwierz...
